na jałowej skalistej ziemi
starej kaliny
zbocze wąwozu
miedzy kościołem świętej agnieszki
a żydowskim kirkutem
z przewróconymi macewami
przez idiotów w mundurach
w otoczeniu chwastów
których nikt nie wyrwał
skomlących na bułkę
dziobaną przez wrony
pod mordownią kalinka
a dzisiaj biedronka
bez dostępu do słońca
bo pokój od północy
ósme piętro
ciężko znosić matkę
w trumnie
z wielkiej płyty ocieplonej
wełną mineralną
na osiedlu kolejarz
z powodu ojca
wyrósł bez silnych korzeni
zasad moralnych
ze skwaszoną miną
ale z wybujałą fantazją
i rozwiniętym instynktem
samozachowawczym
taki śliczny chłopczyk
Piszę rymowanki takie bardzo proste, co się nazywają rymy częstochowskie liczę więc sylaby, jak sie na nich skupie, to wychodą słowa czasem bardzo głupie. Grunt, że się rymuje, że coś napisałem może wyszło słabo, ale dobrze chciałem...
17.04.2013
16.04.2013
Wiosna!
krokusy rozkładają płatki
do pierwszych promieni
drugi cios w klatkę
piersiową natępny w krocze
na gałęzi śpiewa zięba
cichą modlitwę szepce
nim omdleją usta
kot wygrzewa futro
w kwietniowym słońcu
wpatrzone w bezchmurny
błękit oczy bez ruchu
do życia świat się budzi
odchodzi wreszcie zima
i do nas już nie wróci
zgłasza się poczta głosowa
do pierwszych promieni
drugi cios w klatkę
piersiową natępny w krocze
na gałęzi śpiewa zięba
cichą modlitwę szepce
nim omdleją usta
kot wygrzewa futro
w kwietniowym słońcu
wpatrzone w bezchmurny
błękit oczy bez ruchu
do życia świat się budzi
odchodzi wreszcie zima
i do nas już nie wróci
zgłasza się poczta głosowa
15.04.2013
Chryzantemy złociste
Przyszedł z reputacją miejscowego lumpa.
Najpierw była kanapa w salonie
Aż cieknący kran w kuchni
Zamknął wreszcie mordę.
Był złotą rączką w poprzednim życiu
A ona była wciąż nieufna.
Nauczyła go pić herbatę
Na stole w kuchni było bosko
Przenieśli się do sypialni.
Budzący promień słońca zmieniał go
W dziesięciokaratowe złoto.
Z dziurawą wątrobą. Odtąd dba
Żeby miał zawsze świeże
Złociste chryzantemy.
Najpierw była kanapa w salonie
Aż cieknący kran w kuchni
Zamknął wreszcie mordę.
Był złotą rączką w poprzednim życiu
A ona była wciąż nieufna.
Nauczyła go pić herbatę
Na stole w kuchni było bosko
Przenieśli się do sypialni.
Budzący promień słońca zmieniał go
W dziesięciokaratowe złoto.
Z dziurawą wątrobą. Odtąd dba
Żeby miał zawsze świeże
Złociste chryzantemy.
12.04.2013
Leży baba na stole
lekko przypudrowana
i rubensowskie kształty
dziś naszła mnie ochota
nie stronię też od gorzały
ale kawał wielkiej baby
mógłbym mieć codziennie
nie od święta, a gorzałę
to można w weekendy
bo papierosów nie palę
rzuciłem na studiach
jak się zakochałem w jednej
takiej niepalącej babce
w zasadzie małe babeczki
są i owszem niczego sobie
ale czuję po nich
jakiś taki niedosyt
jeśli małe to najlepiej
kilka jednocześnie
jak szaleć to szaleć
wszak jestem pies na baby
w zasadzie to lubię
takie duże, wyrośnięte
a i nie lubię też jak mają
za dużo tego… no lukru
bo od takich mnie mdli
i rubensowskie kształty
dziś naszła mnie ochota
nie stronię też od gorzały
ale kawał wielkiej baby
mógłbym mieć codziennie
nie od święta, a gorzałę
to można w weekendy
bo papierosów nie palę
rzuciłem na studiach
jak się zakochałem w jednej
takiej niepalącej babce
w zasadzie małe babeczki
są i owszem niczego sobie
ale czuję po nich
jakiś taki niedosyt
jeśli małe to najlepiej
kilka jednocześnie
jak szaleć to szaleć
wszak jestem pies na baby
w zasadzie to lubię
takie duże, wyrośnięte
a i nie lubię też jak mają
za dużo tego… no lukru
bo od takich mnie mdli
11.04.2013
Kwietny dywan
uzbrojone w pączki róż
wstrzymane oddechy
i salwa w plecy nadziei
płatki ręką wiatru utworzą
krwistoczerwony dywan
miejsce uświęcone
ktoś na nim uklęknie
inny ktoś rzuci peta
lub tylko pokiwa głową
i na co im to kurwa było
10.04.2013
Jabłoń
w sercu kwitnących ogrodów
gdzie tygrys i eufrat znaczą
granicę wiecznej wiosny
rośnie jabłoń obsypana kwiatami
delektujesz się ich zapachem
i leciutko uśmiechasz
może na wspomnienie historii
związanej z jej owocem
a może jednak do mnie
gdy cię w sennym widzeniu
zadręczam pytaniami czy będzie
dane jeszcze wspólnie pomarzyć
na jasnozielonej trawie
wygnieciony wijący się ślad
dalej kilka rozsypanych
wysuszonych liści figowca
gdzie tygrys i eufrat znaczą
granicę wiecznej wiosny
rośnie jabłoń obsypana kwiatami
delektujesz się ich zapachem
i leciutko uśmiechasz
może na wspomnienie historii
związanej z jej owocem
a może jednak do mnie
gdy cię w sennym widzeniu
zadręczam pytaniami czy będzie
dane jeszcze wspólnie pomarzyć
na jasnozielonej trawie
wygnieciony wijący się ślad
dalej kilka rozsypanych
wysuszonych liści figowca
Ekshibicjonista emocjonalny
ten gość ma problemy
niech idzie do spowiedzi
zamiast eksponować
albo do lekarza
swoje sekrety
niech lepiej schowa
gdzieś na dno szuflady
a po co nam wiedzieć
cholerny zboczeniec
co on ma w środku
to nie nasz interes
my mamy swój własny
i sie go trzymamy
oburącz
niech idzie do spowiedzi
zamiast eksponować
albo do lekarza
swoje sekrety
niech lepiej schowa
gdzieś na dno szuflady
a po co nam wiedzieć
cholerny zboczeniec
co on ma w środku
to nie nasz interes
my mamy swój własny
i sie go trzymamy
oburącz
8.04.2013
Jestem dawcą najlepszych genów
Moje jądra rozsadza
czysty materiał genetyczny.
Pierwyj sort.
Poszukuję kolejnej matki
dla mojego potomstwa
z pominięciem uczestniczenia
w procesie wychowawczym.
Bo jestem Dawcą
Najlepszych Genów.
Bez przysięgi na wierność.
Krzyczę: Jestem bogiem
Mój ryk niesie się echem
po okolicy i wraca
słodką melodią do moich uszu.
Jak mój ojciec i dziadek
zdobiący ściany
partyjnych notabli
zamiast świętych obrazów.
Kontrolowany odstrzał.
Przeszkoda w realizacji
życiowej misji
przekazywania genów.
Ktoś odcina mi głowę, patroszy
I wiesza na ścianie
w swoim myśliwskim domku.
czysty materiał genetyczny.
Pierwyj sort.
Poszukuję kolejnej matki
dla mojego potomstwa
z pominięciem uczestniczenia
w procesie wychowawczym.
Bo jestem Dawcą
Najlepszych Genów.
Bez przysięgi na wierność.
Krzyczę: Jestem bogiem
Mój ryk niesie się echem
po okolicy i wraca
słodką melodią do moich uszu.
Jak mój ojciec i dziadek
zdobiący ściany
partyjnych notabli
zamiast świętych obrazów.
Kontrolowany odstrzał.
Przeszkoda w realizacji
życiowej misji
przekazywania genów.
Ktoś odcina mi głowę, patroszy
I wiesza na ścianie
w swoim myśliwskim domku.
6.04.2013
Drapiąc się nogą za uchem
Brudno-szare ulice jakiegoś miasta,
w którym jestem przypadkiem,
bo nie miałem biletu, który uprawnia
do przejazdu środkiem komunikacji.
Powszechny problem dla tych, którzy jak ja,
podróżują bez celu.
aż się włos jeży od popieprzonych
przepisów, które dyskryminują
osobniki niedostosowane społecznie,
z zakazem wstępu do miejskich parków.
Pewnie zakłócę tym dostosowanym, uprawianie
seksu w krzakach. Fałsz wyczuwam na kilometr.
Przechodzę na czerwonym,
bo mam w dupie przepisy o ruchu drogowym.
Jeszcze usiądę na środku ulicy, w tym
obcym mieście i będę patrzył na czerwonego
ze złości dupka, który przecież nie złamie szóstego przykazania.
Drapiąc się nogą za uchem, myślę sobie, że
chyba mam pchły.
w którym jestem przypadkiem,
bo nie miałem biletu, który uprawnia
do przejazdu środkiem komunikacji.
Powszechny problem dla tych, którzy jak ja,
podróżują bez celu.
aż się włos jeży od popieprzonych
przepisów, które dyskryminują
osobniki niedostosowane społecznie,
z zakazem wstępu do miejskich parków.
Pewnie zakłócę tym dostosowanym, uprawianie
seksu w krzakach. Fałsz wyczuwam na kilometr.
Przechodzę na czerwonym,
bo mam w dupie przepisy o ruchu drogowym.
Jeszcze usiądę na środku ulicy, w tym
obcym mieście i będę patrzył na czerwonego
ze złości dupka, który przecież nie złamie szóstego przykazania.
Drapiąc się nogą za uchem, myślę sobie, że
chyba mam pchły.
Subskrybuj:
Posty (Atom)