19.04.2013

Starość na Radości

w rossmanie jest promocja na krem
przeciwzmarszczkowy dla klientek
z podbitą legitymacją szkolną
i poniżej dwunastu
idę kupić a ona, że jestem za stara
na krem przeciwzmarszczkowy
i żebym natychmiast opuściła sklep.
w szpitalu na wilczej robią eutanazję
z dofinansowania enefzetu. niech się pani
pospieszy bo tylko do końca maja. w autobusie
siadam na kolanach z potrójnym lampasem
u jakiegoś młodzieńca bo mi się żylaki odezwały.
kierowca sprawdza, że mam legitymację
inwalidzką zalaną kawą z mlekiem i dwoma
łyżeczkami cukru. wyprasza mnie z pojazdu
bo sam pije czarną z termosu, widziałam to
i wychodzę bez szarpaniny a pojazd odjeżdża
widzę w oknie uśmiechniętego młodzieńca z moją
portmonetką  w rączce. macha do mnie ja do niego.
Jest jeszcze most na rzece między bratnią a wilczą.
szybciutko rozbieram się do naga
bo mi szkoda wrzucać ubrania do takiego ścieku.
aresztuje mnie patrol i dostaję dożywocie.
pod językiem mam schowane sznurowadło.
na czarną godzinę.

17.04.2013

Taki śliczny chłopczyk

na jałowej skalistej ziemi
starej kaliny
zbocze wąwozu
miedzy kościołem świętej agnieszki
a żydowskim kirkutem
z przewróconymi macewami
przez idiotów w mundurach

w otoczeniu chwastów
których nikt nie wyrwał
skomlących na bułkę
dziobaną przez wrony
pod mordownią kalinka
a dzisiaj biedronka

bez dostępu do słońca
bo pokój od północy
ósme piętro
ciężko znosić matkę
w trumnie
z wielkiej płyty ocieplonej
wełną mineralną
na osiedlu kolejarz
z powodu ojca

wyrósł bez silnych korzeni
zasad moralnych
ze skwaszoną miną
ale z wybujałą fantazją
i rozwiniętym instynktem
samozachowawczym
taki śliczny chłopczyk

16.04.2013

Wiosna!

krokusy rozkładają płatki
do pierwszych promieni
drugi cios w klatkę
piersiową natępny w krocze
na gałęzi śpiewa zięba
cichą modlitwę szepce
nim omdleją usta
kot wygrzewa futro
w kwietniowym słońcu
wpatrzone w bezchmurny
błękit oczy bez ruchu
do życia świat się budzi
odchodzi wreszcie zima
i do nas już nie wróci
zgłasza się poczta głosowa

15.04.2013

Chryzantemy złociste

Przyszedł z reputacją miejscowego lumpa.
Najpierw była kanapa w salonie
Aż cieknący kran w kuchni
Zamknął wreszcie mordę.
Był złotą rączką w poprzednim życiu
A ona była wciąż nieufna.
Nauczyła go pić herbatę
Na stole w kuchni było bosko
Przenieśli się do sypialni.
Budzący promień słońca zmieniał go
W dziesięciokaratowe złoto.
Z dziurawą wątrobą. Odtąd dba
Żeby miał zawsze świeże
Złociste chryzantemy.

12.04.2013

Leży baba na stole

lekko przypudrowana
i rubensowskie kształty
dziś naszła mnie ochota
nie stronię też od gorzały
ale kawał wielkiej baby
mógłbym mieć codziennie
nie od święta, a gorzałę
to można w weekendy
bo papierosów nie palę
rzuciłem na studiach
jak się zakochałem w jednej
takiej niepalącej babce

w zasadzie małe babeczki
są i owszem niczego sobie
ale czuję po nich
jakiś taki niedosyt
jeśli małe to najlepiej
kilka jednocześnie
jak szaleć to szaleć
wszak jestem pies na baby
w zasadzie to lubię
takie duże, wyrośnięte
a i nie lubię też jak mają
za dużo tego… no  lukru
bo od takich mnie mdli

11.04.2013

Kwietny dywan

 zimne lufy karabinierów
uzbrojone w pączki róż
wstrzymane oddechy
i salwa w plecy nadziei

rozsypane na chodniku
płatki ręką wiatru utworzą
krwistoczerwony dywan
miejsce uświęcone

ktoś na nim uklęknie
inny ktoś rzuci peta
lub tylko pokiwa głową
i na co im to kurwa było

10.04.2013

Jabłoń

w sercu kwitnących ogrodów
gdzie tygrys i eufrat znaczą
granicę wiecznej wiosny
rośnie jabłoń obsypana kwiatami

delektujesz się ich zapachem
i leciutko uśmiechasz
może na wspomnienie historii
związanej z jej owocem

a może jednak do mnie
gdy cię w sennym widzeniu
zadręczam pytaniami czy będzie
dane jeszcze wspólnie pomarzyć

na jasnozielonej trawie
wygnieciony wijący się ślad
dalej kilka rozsypanych
wysuszonych liści figowca

Ekshibicjonista emocjonalny

ten gość ma problemy
niech idzie do spowiedzi
zamiast eksponować
albo do lekarza

swoje sekrety
niech lepiej schowa
gdzieś na dno szuflady
a po co nam wiedzieć

cholerny zboczeniec
co on ma w środku
to nie nasz interes
my mamy swój własny

i sie go trzymamy
oburącz

8.04.2013

Jestem dawcą najlepszych genów

Moje jądra rozsadza
czysty materiał genetyczny.
Pierwyj sort.
Poszukuję kolejnej matki
dla mojego potomstwa
z pominięciem uczestniczenia
w procesie wychowawczym.
Bo jestem Dawcą
Najlepszych Genów.
Bez przysięgi na wierność.

Krzyczę: Jestem bogiem
Mój ryk niesie się echem
po okolicy i wraca
słodką melodią do moich uszu.
Jak mój ojciec i dziadek
zdobiący ściany
partyjnych notabli
zamiast świętych obrazów.

Kontrolowany odstrzał.
Przeszkoda w realizacji
życiowej misji
przekazywania genów.
Ktoś odcina mi głowę, patroszy
I wiesza na ścianie
w swoim myśliwskim domku.