10.02.2015

Epilog


7.02.2015

Ciche pragnienie

nie umiem ubrać tego w słowa
lub jeśli wolisz słów mi brak
lecz jest głęboko w mojej głowie
coś czego pragnę mocno tak
a może o tym szumią drzewa
swoją piosenkę śpiewa ptak
lub jest w zapachu kromki chleba
zimą w kominie gwiżdże wiatr
albo ukryte w starych listach
gdzie się zatrzymał lepszy czas
w ociekających sokiem wiśniach
i w tych najcudowniejszych snach

6.02.2015

Robak

To oni są elitą
a my jesteśmy tylko na przystawkę
ot tak żeby było
w czym pogrzebać widelcem
dlatego witać nasze wnętrza
kurwa
o czym ja w ogóle mówię?
przecież sobie powtarzam
chłopie nie warto
się denerwować
przejdziesz bez echa
jak tajny bączek
bo nie przebijesz głową
wszystkich ścian
spójrz wyszło słońce
a nie powinno
to Bóg zrobił dla ciebie wyjątek
chyba jest mu wstyd
że stworzył takiego

malutkiego robaczka

Rewolucji nie będzie

Potańcówka w stylu
Latina Salsa Cubana
na głowie beret
a ‘la Ernesto Che Guevara
a w kieszeni drelichowej kurtki
Stary człowiek i morze
zwinięty w rulon
z plamami po tłustoczwartkowych
faworkach na tej stronie
gdzie jest:
- nie - powiedział chłopiec
- ale ja potrafię wypatrzyć to
czego on nie dojrzy
na przykład kołującego ptaka
i namówię go
żeby popłynął za delfinami
wtedy podeszła do mnie
i powiedziała że mój gramofon
ma przyspieszone obroty
- grafoman - zażartowałem
ale ona była już zajęta
jedzeniem burrito

5.02.2015

Półkotapczan

Kiedyś wszystko było na kartki
oprócz miłości
prokreacyjne fabryki
szły pełną parą
na trzy zmiany
i nawet w niedzielę
aby wypełnić wrzaskiem
peerelowskie blokowiska
kiedy przyjeżdżały
czarne wołgi
żeby zmniejszyć
liczebność populacji
ludzie stali w kolejkach
po chleb albo masło
chcieli się wzmocnić
przed późnonocną kopulacją
telewizory płakały
że jest zimno
oraz że robotnicy-stoczniowcy
a wszystkie wersalki
lub półkotapczany
wystane na zmianę
z dziadkiem czy babcią
skakały aż pod sufit
radośnie jęcząc
że jest źle
ale mogło być gorzej  

4.02.2015

Białe koszule

te dwa bloki były zawsze
odkąd pamięta
połączone sznurem
na wysokości ramion
przeciętnej kobiety
dla niektórych najważniejszej
osoby na tym osiedlu
robiącej pranie
w pralni na strychu
rządek białych koszul
huśtał się bezwładnie
jakby się chciały poddać
według moich obserwacji
ludzie umierają wtedy
kiedy nie mają o co walczyć
tak umarła moja matka
mój ojciec i jeszcze kilka
bliskich mi osób
które wymienię
dopiero wtedy
gdy będę dawał na wypominki
a teraz
próbuję sobie przypomnieć
ile było tych koszul

19.01.2015

Poniedziałek

jak czerwona rewolucja
lub niebieskich garść tabletek
uchwalona konstytucja
czy Apollo bez skarpetek

albo wina ze dwie stągwie
a najlepiej tak ze cztery
szybkiej jazdy trzy chorągwie
pierś gotowa na ordery

jak hurysa bez bielizny
ale za to w dobrym kremie
na podbrzuszu żadnej blizny
rezerwacja w La Boheme

korzystając z wolnej chwili
życzę wszystkim bez wyjątku
niech nam taki moi mili
będzie tydzień od początku

18.01.2015

Na śmierć Jeżynki żałobny rapsod

i właśnie padła mi komórka
jak pada jabłko od jabłoni
lub blady strach na twarz turysty
kiedy go goni stado słoni

była mi prawie tak jak córka
a jest daleka jak sąsiadka
właśnie odeszła mi komórka
kochanka żona nawet matka

kiedyś tuliłem ją w kieszeni
tej co jest blisko sami wiecie
a ona wibracjami swemi
słodko łechtała ecie-pecie

co teraz czuję? nie zgadujcie
lecz wam podpowiem groch z kapustą
wszak nie nałożę sobie przecie
pomilczę ach nad miską pustą

17.01.2015

Smutne miasteczko

sentymentalny siąpi deszczyk
melancholijną roniąc łezkę
gdy mu spóźniony lekko wietrzyk
cichutko nuci swą piosenkę
dawno skończyły się czereśnie
a razem z nimi stary klasztor
odeszli wszyscy ci najlepsi
i w szklanych oczach zgasło światło
już posiwiało z niekochania
za oknem stare moje miasto
i już przed mrokiem się nie wzbrania
nocy wełnianym czarnym płaszczem
nie mają komu szumieć drzewa
i tylko wiatr pod nosem nuci
lecz skończy kiedy będzie trzeba
pójdzie i nigdy tu nie wróci