Piszę rymowanki takie bardzo proste, co się nazywają rymy częstochowskie liczę więc sylaby, jak sie na nich skupie, to wychodą słowa czasem bardzo głupie. Grunt, że się rymuje, że coś napisałem może wyszło słabo, ale dobrze chciałem...
11.11.2016
7.11.2016
Ostatni wiersz
niech wam się wszystkim łupiny popcornu
wbiją w podniebienia
beznamiętni obserwatorzy mojej wewnętrznej walki
zakończonej wjazdem triumfalnym
do Valhalli dla poetów
pokonanych w walce z własnym ego
gdzie mnie posadzą na łonie Odyna
kiedy wy będziecie się kurczowo trzymać
siedemnastu sylab waszych haiku
już hydry i trolle szczerzą zęby
w radosnym uśmiechu że oto leżę
niezwyciężony
bo tylko czekać aż wreszcie się zjawi
moja Walkiria spóźniona
z powodu remontu torów
gdzieś między Zielonką a Wołominem
W oczekiwaniu na nieśmiertelność
słabi poeci nie są w stanie
samodzielnie zwlec się z łóżek
i potrzebują nadprzyrodzonej siły
która im pozwoli stawić czoła
leksykalnym i składniowym bykom
od których aż się roi
w szufladach leżą ogromne stosy
nienapisanych wierszy
wystarczy mała iskierka
błysk w oku żeby uruchomić machinę
do wydawania na świat literackich arcydzieł
zgrabniutkich jak uczennice
szkoły baletowej madame Darvash
a tymczasem gniją w pościeli
wypatrując na sufitach znaków
że oto właśnie nadeszła pora
na nieśmiertelność
samodzielnie zwlec się z łóżek
i potrzebują nadprzyrodzonej siły
która im pozwoli stawić czoła
leksykalnym i składniowym bykom
od których aż się roi
w szufladach leżą ogromne stosy
nienapisanych wierszy
wystarczy mała iskierka
błysk w oku żeby uruchomić machinę
do wydawania na świat literackich arcydzieł
zgrabniutkich jak uczennice
szkoły baletowej madame Darvash
a tymczasem gniją w pościeli
wypatrując na sufitach znaków
że oto właśnie nadeszła pora
na nieśmiertelność
Księżyc żniwiarzy
ludzie tracą wiarę w metafizyczność księżyca
odkąd wpatrywanie się w jego bursztynową tarczę
przestało być elementem lunarnego rytuału
i tylko gdzieś w oddali słychać wycie wilka
jakby na przekór współczesnym teoriom
które przeczą mitom o cykliczności istnienia
włóczę się ulicami uśpionego miasta
z nadzieją że kiedyś ją spotkam
pędzącą na srebrnym rydwanie
zaprzężonym w parę fryzów
jeszcze zanim się skończy mój sen lunatyka
i zaśpiewają ptaki
Zamykam oczy
kiedyś opuszczę to miasto
ucieknę bez słowa pożegnania
jak najdalej od widoku za oknem
który znam na pamięć
wystarczy że zamknę oczy
będę próbował zapomnieć
oduczę się nazw ulic
i ulubionych barów
do czasu
aż sobie wreszcie uświadomię
że nie mam lepszych wspomnień
Ku pamięci
bezduszni rozdeptywacze świerszczy
głusi na tłumaczenia Barańczaka
że wszystko jest poważną muzyką
rozkażcie głosom w waszych głowach
żeby choć na chwilę zamknęły mordy
bo w maluczkich jest boski pierwiastek
i będziemy rozliczeni z każdego słowa
a chitynowe pancerze jak łupinki orzechów
rozrzucone na drodze do prawdziwej poezji
dla jednych ku przestrodze a dla drugich
ku wiecznej pamięci
głusi na tłumaczenia Barańczaka
że wszystko jest poważną muzyką
rozkażcie głosom w waszych głowach
żeby choć na chwilę zamknęły mordy
bo w maluczkich jest boski pierwiastek
i będziemy rozliczeni z każdego słowa
a chitynowe pancerze jak łupinki orzechów
rozrzucone na drodze do prawdziwej poezji
dla jednych ku przestrodze a dla drugich
ku wiecznej pamięci
Bajka
tylko matka może podjąć ryzyko
i wydać na świat niezapisaną księgę
z niepokojem wypatrując nagłych zwrotów akcji
jak Bóg Stwórca który cierpliwie czeka
rysując palcem jakieś znaki na rajskiej ceracie
nawet jeśli powiesz że to bajka
w każdej bajce najważniejszy jest morał
ale najpierw trzeba wypełnić czymś pustkę
a co jeśli brakuje pomysłu na ciąg dalszy
i ma się ochotę urwać w połowie zdania
albo kiedy sam zamieniasz się w smoka
zionącego ogniem z powodu księżniczki
która nigdy nie pokocha takiego skurwysyna?
Erotyk
gipiurowych firanek girlandy
rozkołyszę dla ciebie jedyna
bejcowanych desek werandy
ledwie muśnie kochanka nożyna
z żorżetowej wyplączę zasłony
koronkowych pozbawię sekretów
jak żelazko jam dziś rozpalony
żywym ogniem poślednich poetów
nasycony ambrozji nektarem
aż przykucnę na rąbku satyny
przygnieciony weny ciężarem
i spłodziwszy ten wiersz dla dziewczyny
Krótka piosenka na dobranoc
koszmarne wiersze mnie dręczą
plotą trzy po trzy
sieć pajęczą
para piętnaście w mej głowie że człowiek
zaczyna mdleć
gdy budzę się zlany potem
kotek na płotek
ja pod płotem
leżę on mruga że taka niedługa
ta moja pieśń
Subskrybuj:
Posty (Atom)
