9.07.2013

Znikoma szkodliwość czynu

Stawiam znicz na podwójnej ciągłej
dokładnie w tym samym miejscu
chłopak w koszulce z JESTEM BOGIEM
wyskakuje z grafitowej beemki
żeby kopnąć mnie w głowę
padam do stóp i oddaję pokłon
on zażenowany szepce że to taka poza
a jego stary robił tę drogę przez cmentarz
palimy fajkę po której jest inaczej
opowiadamy głupie żarty
policjant z komisariatu zwierza się
ze swoich trzech prób samobójczych
mówię o ojcu który został tatą
dopiero po wylewie z jedną ręką i połową twarz
i mamie co w środku nocy przypomina
żebym wyłączył gaz pod wodą na herbatę 
pytam czy jego rodzice tez leżą na unickiej
kręci głową a później długo płacze
zdejmuje kajdanki żebym mógł go przytulić
potem odwozi służbowym samochodem
zapadła się jezdnia i zbierają gapie
widać dwa złączone szkielety

5.07.2013

Ruchome pieski

obroże przesuwają się przed oczami
jak w kalejdoskopie kina Iluzjon
a na głowę pada kolorowe konfetti
sufit wymaga gruntownego remontu
wyciągam rękę żeby włożyć palec
druga sięga po fantazyjny kształt
z tekturowego pudła między nogami
powierzchnia ekranu kontrastuje
z mokrym jęzorem szczeniaka
jesteś notorycznym kłamcą
szepce mój wewnętrzny policjant
próbuję go zagłuszyć głośnym siorbaniem
chemicznej substancji której skład
trzymają w jakimś amerykańskim sejfie
a co z moją alergią na sierść pytam
ale facet który zbiera okulary
tylko wzrusza ramionami

4.07.2013

Tutti Frutti

przez uchylone okno sypialni
wchodzi śmierć z głową konia
a strużka pomidorowego sosu
rysuje cienką granicę
której nie wolno przekraczać
non dimenticarti syczy karabinier
z twarzą Mario Puzo i grozi palcem
jestem kurwa na zakręcie
próbuję się tłumaczyć
ale chyba się powtarzam
chowam emocje pod warstwę
startego sera i oliwy z oliwek
żeby grać zagubionego turystę

Gdy patrzysz w jej oczy

niebo jest czyste
nawet jednej chmurki
jak na złość ptak śpiewa
tę swoją melodię
wyjątkowo pięknie
śmierć ma twarz
bladego człowieka
w czapce maszynisty
a wszystko dookoła
jest obrzydliwie żywe
może z wyjątkiem
maków co udają
krwawe plamy

2.07.2013

Smentasz

Uproszczona ceremonia
bez orkiestry dętej
ze mną w roli
najbliższej rodziny
wypadałoby coś powiedzieć
ale dzieci w oknie
łzy cisną się do gardła
a deszcz spływa po policzkach
ceglany mur ogrodu
za miejsce spoczynku
jak dla bezbożnika
skazanego przez lud
na wieczne potępienie
krzew różanecznika
może zrekompensuje
jeszcze kilka ziarenek
zboża dla Charona
i można zamykać
wieko trumny
po stuwatowej żarówce

1.07.2013

Imieniny dla umarłych

zapach ciasta z wiśniami
wymieszany z promieniami
słońca co jak reflektor
oświetla okrągły stolik w jadalni
wabi gości z krainy umarłych
na skrzydłach motyli wlatują
przez uchylone dla nich okno
żeby pijąc kawę z cynamonem
posłuchać tykania zegara
i przypomnieć sobie czas
który się dla nich skończył
wiatr gwiżdże melodie sprzed lat
a tańczący telefon przeprasza
że na tych imieninach nie będzie
żywych

30.06.2013

Kocie łby

bałem sie spacerów po kocich łbach
w żydowskiej dzielnicy której nie ma
było to tak dawno że zapomniałem
twarzy rodziców tylko płaski kamień
z błędem zrobionym przez kamieniarza
to tylko taka nazwa tłumaczy mama
kiedyś będzie tu kostka brukowa
zabawy na kirkucie uodparniają mnie
na słowo kość pokazujemy przedszkolance
gniazdo przerażających czerwonych mrówek
pod przewróconą macewą jakiegoś żyda
co może też bał się chodzić po kocich łbach
nie umiem odczytać nazwiska

Spowiedź

Jestem gdzieś w połowie.
W najgorszym punkcie
bo nie ma sensu zawracać.
Najwyższy czas określić cel.
Nadać roboczą nazwę.
Może wybrać numer.
Abonent czasowo niedostępny.
Nawołuję a głos niesie się daleko
i budzi wszystkie okna.
W bramie sterczy jakaś dziwka.
Czyta z moich oczu potrzebę bliskości.
Rozpina bluzkę i tuli głowę do piersi.
Jak matka której mi brakuje
odkąd rozcięli nas nożyczkami.
Opowiadam swoją historię i kończę
w tym samym momencie.
Ona mnie rozgrzesza
i oboje idziemy do nieba.

Smak kradzionych truskawek

ruski szampan za siedem pięćdziesiąt
albo sto lat będę pamiętał i truskawki
których smak pomieszany z twoimi ustami
nie wiem co lepsze
może zwyczajnie zapomnieć i żyć sobie
tak jakby nie było smaków tamtej nocy
kolejne smakowały już inaczej
pewnie to wina truskawek bo były kradzione
a wszystkie następne kupiłem za pieniądze