14.08.2013

Motyle umierają szeptem

na wyciągniętej dłoni umiera motyl
choć nie po raz pierwszy widzę śmierć
nie wiem nie rozumiem a może się boję
jestem takim zagubionym dzieckiem
którego nie było komu nauczyć patrzeć
ale potrafię słuchać każdy dźwięk szelest
układam w głowie w melodię złożoną
z agonalnych westchnień ostatnich słów
trzepotu skrzydeł co zamieniają się
w ciszę której tak bardzo nie lubię
mam ciepłe ręce

Bilet powrotny

wymięty bilet powrotny w zaciśniętej pięści
do miejsca gdzie ziemia pachnie trawą
niebo pachnie deszczem a chleb smakuje
tak jak smakował tutaj nic się nie zmienia
matka coś tam przeszywa a ojciec czyta
gazetę z czerwonym tytułem flagą i kowbojem

na wypadek gdyby walka nie miała sensu
zawsze można się położyć i zasnąć w trawie
po ostatnich deszczach jest taka soczysta
biedronka wspina się do nieba więc proszę
o smak chleba który zapamiętałem z dzieciństwa
ale źdźbło się wygina pod ciężarem mojej modlitwy

Obrazy

zakiepowana przeszłość
na parapecie okna
już można sfrunąć
na podłogę i odejść
tylko się nie odwracaj
bo zapamiętasz obrazy
co jak demony
będą cię prześladować
przez resztę kroków

już jest za późno

trzygłowy cerber
stoi w bramie
no proszę cię pozwól
chociaż przez chwilę
potrzymać za rękę
popatrzeć i odejść
po bruku toczy się
jabłko które wypadło
gdy byłem dzieckiem

już nie pamiętam

13.08.2013

Chcę zginąć za Warszawę!

jestem sobie przeciętnym mieszkańcem
zatęchłej nory w stołecznym województwie
która płacze tysiącem par oczu z tęsknoty
do życia gdzie indziej lepiej może gdzieś bardziej
niż rzeka Smródka z odpadów przemysłowych
pusty barokowy kościół w niedzielę podczas sumy
czy apteka ze zniżką na silne antydepresanty

grupka lokalnych żuli którzy nie mają już po co
i sfora błąkających się kundli bez celu i marzeń
przekrzykują się na zmianę aby zagłuszyć
warkot maszyn pędzących na Warszawę
która jeszcze się broni jeszcze dzielnie walczy
a reszta ojczyzny stoi i patrzy i słucha krzyku
zarzynanych kobiet i wypruwanych płodów

jak mam się wyrwać z mojego krajobrazu
do którego przyrosłem opleciony dzikim winem
i smagany po twarzy ogonami bezpańskich kundli
chcę się podnieść chcę iść ja chcę walczyć
napełnić pustą butelkę benzyną i rzucić
to wszystko w cholerę żeby zginąć jak bohater
odkopany po latach pod Powiślem przez Krystynę

12.08.2013

Schody

deski schodów skrzypią
jakby bolało je wspomnienie
każdego kroku na górę i na dół
kochanego brzęku kluczy
znajomego szurania butów
w odrapanym z farby korytarzu
z wypisanymi imionami wszystkich
najpiękniejszych dziewczyn
dziwek sanitariuszek i niedoszłych
matek z rozprutymi brzuchami
które żyły w tej okolicy
i umierały zaciskając pięści
a czas odmierza kolejny
snop światła wypuszczany
przez otwarte drzwi na korytarz
teraz zatrzymał się na półpiętrze
i sapie z wysiłku zanim ruszy dalej
po płaczących schodach

Koniec świata

koniec świata wcale nie wygląda spektakularnie
linia drzew zasłania horyzont i dwa bociany
kroczące po smugu te same które wiosną
wyrzuciły małe z gniazda żeby nie cierpiały z głodu
dookoła ruskie wioski których nazwy nawet pasują
Na samym końcu drogą przez las leży Rajsk
to tutaj sowieccy partyzanci ugoszczeni samogonem
strzelają do małżeństwa niemieckich kupców
bóg wojny Obercośtam formuje nad ranem kolumnę
i dzień sądu nad światem tuż pod niebieską cerkiewką
jedna głowa z każdej chaty jak nie ma chłopa baba
jak nie ma baby anioł o błękitnych oczach z warkoczem
złotym jak pszeniczny łan którego nie będzie komu skosić
tutaj za zdrowie pije się ze szklanki i bez zapijania
horiłka jest taka wkusna no i łatwiej zapomnień
a w gnoju zakopany przez dziadka weterana karabin
na wypadek następnego końca świata

Kolejne duszne lato

przyszedłem na świat w bezdechu
nie wiem nawet czy próbowałem
rozluźnić stryczek pępowiny możliwe
że ten pierwszy mocny chwyt za gardło
miał mi pokazać że nigdy nie będzie
ani pięknie ani łatwo bo i czasy ciężkie

trzeba było się dusić w kolejkach
po paszport czy po czarne sznurowadła
tylko w więzieniu można się bez nich obejść
więc siedziałem więzień systemu w klasie
z szafą-więzieniem dla Jezusów ze ściany
i wcale nie było mi łatwiej kiedy uciekłem

od gryzącego zapachu spalin na wieś
gdzie jakiś facet wieszał się na jabłonce
i traktora nie zgasił tak bardzo się spieszył
a gdy ojciec leżał pod tlenem miałem nadzieję
że mnie wreszcie zrozumie ale tego nie wiem
bo nic nie mówił tylko poruszał ustami jak ryba

10.08.2013

Przeklęte miasto (in memoriam)

przeklęte miasto depczą krowy a od ich głosu ginie
człowiek, dziesięciu, cała ulica ciał rozsypanych
tak mało króliczych nor, szpar między deskami

i skąd nad głowami jest tyle krzyży? dywan
przykrył podwórze, skwer i plac za kościołem
którego nie ma spadają płatki komunikantów

na głowy stalowych goliatów, poszukiwaczy
brzemiennych brzuchów w ciemnych piwnicach
aby kawałkiem stali wydłubać życie i spalić

te zaciśnięte pięści spomiędzy kamieni domu
co jeszcze wczoraj żył, śpiewał, z wybitych okien
sypały się kule coraz bliżej i bliżej i coraz rzadziej

iluż poetów z dziurą w skroni trzeba poświęcić?
pomyślał człowiek co w gównie po pas brodzi
i błądzi i gubi się i się zatraca w mroku niewiary

kiedy już tylko muzyka płynie po wodzie z odsieczą

Cateringowe kanapki popite łzami

tam słońce praży niemiłosiernie
tu między nami ledwie się żarzy
wręcz wieje chłodem z klimatyzacji
gdy mimochodem coś o obiedzie
wspólnym na łonie albo kolacji
najlepiej w domu przymieram głodem
z tego czekania twojej reakcji
popijasz wodę patrząc tak jakoś
bez fascynacji i zmieniasz temat
emancypacja współczesnych kobiet
jak kubeł wody na moją głowę
więc dając wyraz mojej frustracji
zamiatam wzrokiem całą podłogę
gdyż w oczy twoje spojrzeć
nie mogę zaraz wychodzę
by w samotności cateringowe
spożyć kanapki