wywiodłaś na manowce
skusiłaś tym i owym
gdzie las najwyższych pokrzyw
i chruśniak malinowy
na wprost pobiegłem duktem
wiedziony twym warkoczem
jak byk za łani lustrem
nijak oderwać oczu
choć chuć dodaje skrzydeł
że człowiek jakby płynie
to swoje robi waga
zgubiłem się w gęstwinie
ach gdzieżeś miła gdzieżeś
ukryła wszystkie wdzięki
zniknęłaś pośród jeżyn
a mogło być tak pięknie
pajęczy miękki całun
już leży na mej twarzy
i kondukt leśnych mrówek
gęsiego we mnie włazi
Piszę rymowanki takie bardzo proste, co się nazywają rymy częstochowskie liczę więc sylaby, jak sie na nich skupie, to wychodą słowa czasem bardzo głupie. Grunt, że się rymuje, że coś napisałem może wyszło słabo, ale dobrze chciałem...
24.08.2014
Karmazynowy słowotok
porżnięty na wersy
jak portowa dziwka
znaleziona na tyłach tawerny
krew która powinna kipieć
jest letnia
a morze gładkie
jak stół
co też aż się prosi żeby
wbić ostrze
rozpruć
popłynąć na fali
a potem
przebiec wzrokiem
jeszcze kilka przecznic
i zniknąć w mroku
księżyc
zatopiony w butelce rumu
woła o pomoc
jak portowa dziwka
znaleziona na tyłach tawerny
krew która powinna kipieć
jest letnia
a morze gładkie
jak stół
co też aż się prosi żeby
wbić ostrze
rozpruć
popłynąć na fali
a potem
przebiec wzrokiem
jeszcze kilka przecznic
i zniknąć w mroku
księżyc
zatopiony w butelce rumu
woła o pomoc
20.08.2014
Donośnie
bez chwili opamiętania
kreuję swój wizerunek
a oczy mam suche
gdy karawana nomadów
przemierza źrenice
w kierunku Fajum
obnażam się i wystawiam
swoje ciało na widok publiczny
na targowisku życia
jest teraz mocno wyczuwalny
zapach śmierci
i orientalnych przypraw
ludzie otwierają mi usta
żeby zajrzeć do wnętrza
ale w środku jestem próżny
człowieczek
ktoś cmoka z dezaprobatą
a ja się chwieję
na rozdygotanym stole
i zaraz upadnę
kreuję swój wizerunek
a oczy mam suche
gdy karawana nomadów
przemierza źrenice
w kierunku Fajum
obnażam się i wystawiam
swoje ciało na widok publiczny
na targowisku życia
jest teraz mocno wyczuwalny
zapach śmierci
i orientalnych przypraw
ludzie otwierają mi usta
żeby zajrzeć do wnętrza
ale w środku jestem próżny
człowieczek
ktoś cmoka z dezaprobatą
a ja się chwieję
na rozdygotanym stole
i zaraz upadnę
17.08.2014
Okno II
boję się chodzić do przedszkola
na skróty po nieczynnym moście
jest dużo szybciej i widać Bystrzycę
ale staram się nie patrzeć w dół
trzymam się kurczowo płaszcza
matka krzyczy że jej urwę pasek
i będzie brzydko wyglądać
kiedy przyjdzie do mnie we śnie
dlatego nie chcę bawić się z dziećmi
tylko siedzę przy oknie i pilnuję
żeby przypadkiem o mnie nie zapomniała
i mnie nie zostawiła samego
czekam z przyklejonym nosem do szyby
na jej codzienne powroty z pracy
ktoś mnie delikatnie trąca w ramię
czy będę jeszcze coś zamawiał
na skróty po nieczynnym moście
jest dużo szybciej i widać Bystrzycę
ale staram się nie patrzeć w dół
trzymam się kurczowo płaszcza
matka krzyczy że jej urwę pasek
i będzie brzydko wyglądać
kiedy przyjdzie do mnie we śnie
dlatego nie chcę bawić się z dziećmi
tylko siedzę przy oknie i pilnuję
żeby przypadkiem o mnie nie zapomniała
i mnie nie zostawiła samego
czekam z przyklejonym nosem do szyby
na jej codzienne powroty z pracy
ktoś mnie delikatnie trąca w ramię
czy będę jeszcze coś zamawiał
14.08.2014
Komik na biegunach
kiedy wszystkie ślady
prowadzą aż na samo dno
piekielnego wąwozu
pomału do mnie dociera
że życie to nie jest stund-up
i nie ma ucieczki
jeśli ten wymodlony przez matkę
kawałeczek nieba
zniknie w plątaninie trującego bluszczu
maleńka furteczka
przez którą się wymykam
gdzieś na pograniczu
życia i fikcji
Okno
odciśnięta dłoń na szybie
jakby ktoś chciał uchwycić
zatrzymać jeden z obrazów
za oknem tylko dla siebie
już rozchodzą się kręgi
na ostatniej kałuży-pamiątce
po wczorajszym deszczu
żeby zamazać kawałeczek nieba
jeszcze żałosne szczeknięcie
kulawego psa dozorcy
i ta sama ręka oddziela przeszłość
pożółkłą markizetą z gipiurą
11.08.2014
Dzień dobry, wróciłem
witaj trupioblady świcie
w rozkopanej pościeli
nogi odkryte aż do kości
jeszcze ręce oplecione
pajęczą nicią która łączy
świat żywych z tamtym światem
przyjemnego chłodu nocy
krzyż na ścianie
jakby się przesuwał
to tu to tam niezdecydowany
aż po policzku wylizanym
przez muchy spłynie
ostania kropelka rosy
i rozleje się żar
19.07.2014
Kto mi da skrzydła?
przepoczwarzę się w motyla
wzniosę się na wyżyny
wzbiję
wzlecę
nie przysiądę
a wcześnie zagaszę
wszystkie świece i kaganki
zgodnie z instrukcją ppoż
niech mnie nie zwodzą
błędne ogniki teorii
pustych haseł
obietnic
bez pokrycia
uczucia
miłości
słodko-mdły zapach
konsumpcyjnej przyjemność
kolorowa tandeta
płatków
kielichów
nektaru 40% ze sklepu 24h
łąki
rowu
krzaków pod blokiem
zawiruję
uniosę się
zakręcę piruety
na trzy
na cztery
naraz
18.07.2014
Kolacja przy świecach
zwłoki złożone
na porcelanowym cmentarzu
jeszcze ciepłe
jeszcze dymią
chociaż kelner
z gęby taki cham i prostak
ale co tam
rozgrzebuję widelcem
bukiet warzyw
żeby się dostać
do martwego ciała
pierwszy akt ceremonii
pożerania czyjegoś
ojca matki dziecka
zapijam obficie
aby zwielokrotnić przyjemność
a słowa?
niczym śmierdzące pierdy
roznoszą się po sali
kocham cię
albo
czy wyjdziesz za mnie
brzmi chyba trochę jak
niewyciszone
I'm too sexy for my love too sexy for my love
na pogrzebie
Subskrybuj:
Posty (Atom)