werble pulsujących skroni
wystukują rytm marsza
węgierskiego w mojej głowie
zatykam uszy dwiema (dwoma)tabletkami z krzyżykiem
bo jestem wierzącym
i praktykującym połykaczem
leków od bólu głowy
i nigdy nie byłem zmobilizowany
Piszę rymowanki takie bardzo proste, co się nazywają rymy częstochowskie liczę więc sylaby, jak sie na nich skupie, to wychodą słowa czasem bardzo głupie. Grunt, że się rymuje, że coś napisałem może wyszło słabo, ale dobrze chciałem...
21.04.2013
Uważajcie na parkowe ławki!
siadam na ławce w parku w ten sposób
żeby zasłonić karteczkę z napisem
uwaga świeżo malowane. w zasięgu
wzroku jest kilka osób które udałoby się
złowić w pułapkę mojego towarzystwa
gdyby się nie domyśliły że ta oto ławka
dzisiaj jest zielona a wczoraj była niebieska.
lepki jęzor kameleona czyha zakamuflowany
na ofiary nie będące stałymi bywalcami parków
miejskich albo nie przykładające zbytniej
wagi do kolorów i pewnego samotnego
garnituru w szerokie zielone pasy.
żeby zasłonić karteczkę z napisem
uwaga świeżo malowane. w zasięgu
wzroku jest kilka osób które udałoby się
złowić w pułapkę mojego towarzystwa
gdyby się nie domyśliły że ta oto ławka
dzisiaj jest zielona a wczoraj była niebieska.
lepki jęzor kameleona czyha zakamuflowany
na ofiary nie będące stałymi bywalcami parków
miejskich albo nie przykładające zbytniej
wagi do kolorów i pewnego samotnego
garnituru w szerokie zielone pasy.
20.04.2013
Gołębie odmawiają kadisz
rozdarte paszcze kamienic
wypluwają czarne perły
bo ich przeznaczeniem niebieskie
niwy nie ogień piekielny
oblizują się przy tym
czerwonymi jęzorami ognia
jakby z żalu że najlepsze
co miały muszą teraz oddać
a śmierć od aryjskiej strony
zbliża się równym krokiem
sprawdza czy nie ma jeszcze życia
w wypalonych oczodołach okien
płonie siedmioramienny świecznik
potępionego miasta Generalnej Guberni
karuzela życia już się nie kręci
tylko gołębie odmawiają kadisz
wypluwają czarne perły
bo ich przeznaczeniem niebieskie
niwy nie ogień piekielny
oblizują się przy tym
czerwonymi jęzorami ognia
jakby z żalu że najlepsze
co miały muszą teraz oddać
a śmierć od aryjskiej strony
zbliża się równym krokiem
sprawdza czy nie ma jeszcze życia
w wypalonych oczodołach okien
płonie siedmioramienny świecznik
potępionego miasta Generalnej Guberni
karuzela życia już się nie kręci
tylko gołębie odmawiają kadisz
Dojrzałość ze Szczęśliwic
wyrzucona z autobusu
w godzinach poporannych na moście.
bomba wraz ze starą torbą
poleciały do rzeki smródki. prawie
kilogram trotylu i prymitywny zapalnik
który miał być uruchomiony przez pociągnięcie
za czarne sznurowadło obciążone
damską portmonetką na końcu spadł jak kamień
z serca i jest poszukiwany przez naszych dzielnych
szambonurków. za molestowanie
nieletniego połączone z piciem kawy z mlekiem
i dwoma łyżeczkami cukru
w pojeździe komunikacji miejskiej
spotkała ją sprawiedliwa kara. bohaterski
młodzieniec otworzył i skonfiskował portmonetkę zanim
zdążyła pociągnąć za sznurek uniemożliwiając dokonanie
aktu terroru na szpital miejski
przy ulicy wilczej w warszawie.
decyzją pani prezydent może
zachować zawahtość pohtmonetki w wysokości
najniższej henty khajowej
whaz z odcinkiem a dla mnie
ohdeh za męstwo i nowy autobus niskopodłogowy.
nie będzie przeprowadzanych eutanazji
dofinansowanych z enefzetu w szpitalu
na wilczej z obawy przed kolejnymi aktami terroru
oskarżona w ostatnim słowie
procesu poszlakowego wybełkotała coś niewyraźnie
że jest przeszczęśliwa bo obyło się bez ofiar w ludziach
w godzinach poporannych na moście.
bomba wraz ze starą torbą
poleciały do rzeki smródki. prawie
kilogram trotylu i prymitywny zapalnik
który miał być uruchomiony przez pociągnięcie
za czarne sznurowadło obciążone
damską portmonetką na końcu spadł jak kamień
z serca i jest poszukiwany przez naszych dzielnych
szambonurków. za molestowanie
nieletniego połączone z piciem kawy z mlekiem
i dwoma łyżeczkami cukru
w pojeździe komunikacji miejskiej
spotkała ją sprawiedliwa kara. bohaterski
młodzieniec otworzył i skonfiskował portmonetkę zanim
zdążyła pociągnąć za sznurek uniemożliwiając dokonanie
aktu terroru na szpital miejski
przy ulicy wilczej w warszawie.
decyzją pani prezydent może
zachować zawahtość pohtmonetki w wysokości
najniższej henty khajowej
whaz z odcinkiem a dla mnie
ohdeh za męstwo i nowy autobus niskopodłogowy.
nie będzie przeprowadzanych eutanazji
dofinansowanych z enefzetu w szpitalu
na wilczej z obawy przed kolejnymi aktami terroru
oskarżona w ostatnim słowie
procesu poszlakowego wybełkotała coś niewyraźnie
że jest przeszczęśliwa bo obyło się bez ofiar w ludziach
19.04.2013
Młodość w Wesołej
w szpitalu na wilczej jest
darmowy pokaz eutanazji
bo dofinansowanej z enefzetu.
zakładam niedzielne spodnie
dresowe i obuwam się adekwatnie
na tę okazję która trwa do końca maja.
w autobusie linii sześć sześć sześć
jest dość ciasno i nie mogę
rozłożyć kolan w potrójne lampasy
co powoduje dyskomfort dla mojego
krocza. na domiar złego jakaś
pomarszczona desperatka sadza swoją
trzydrzwiową szafę na moich rzepkach
płacząc że ma żylaki.
los jest dla mnie łaskawy bo
współpasażerowie interweniują
u kierowcy i pasażerka opuszcza pojazd.
udaje mi się też wymierzyć osobistą karę
pozbywając staruchy renty wraz z odcinkiem
widząc przez okno niczym niewytłumaczalną
radość w jej oczach wygodnie się rozkraczam.
darmowy pokaz eutanazji
bo dofinansowanej z enefzetu.
zakładam niedzielne spodnie
dresowe i obuwam się adekwatnie
na tę okazję która trwa do końca maja.
w autobusie linii sześć sześć sześć
jest dość ciasno i nie mogę
rozłożyć kolan w potrójne lampasy
co powoduje dyskomfort dla mojego
krocza. na domiar złego jakaś
pomarszczona desperatka sadza swoją
trzydrzwiową szafę na moich rzepkach
płacząc że ma żylaki.
los jest dla mnie łaskawy bo
współpasażerowie interweniują
u kierowcy i pasażerka opuszcza pojazd.
udaje mi się też wymierzyć osobistą karę
pozbywając staruchy renty wraz z odcinkiem
widząc przez okno niczym niewytłumaczalną
radość w jej oczach wygodnie się rozkraczam.
Starość na Radości
w rossmanie jest promocja na krem
przeciwzmarszczkowy dla klientek
z podbitą legitymacją szkolną
i poniżej dwunastu
idę kupić a ona, że jestem za stara
na krem przeciwzmarszczkowy
i żebym natychmiast opuściła sklep.
w szpitalu na wilczej robią eutanazję
z dofinansowania enefzetu. niech się pani
pospieszy bo tylko do końca maja. w autobusie
siadam na kolanach z potrójnym lampasem
u jakiegoś młodzieńca bo mi się żylaki odezwały.
kierowca sprawdza, że mam legitymację
inwalidzką zalaną kawą z mlekiem i dwoma
łyżeczkami cukru. wyprasza mnie z pojazdu
bo sam pije czarną z termosu, widziałam to
i wychodzę bez szarpaniny a pojazd odjeżdża
widzę w oknie uśmiechniętego młodzieńca z moją
portmonetką w rączce. macha do mnie ja do niego.
Jest jeszcze most na rzece między bratnią a wilczą.
szybciutko rozbieram się do naga
bo mi szkoda wrzucać ubrania do takiego ścieku.
aresztuje mnie patrol i dostaję dożywocie.
pod językiem mam schowane sznurowadło.
na czarną godzinę.
przeciwzmarszczkowy dla klientek
z podbitą legitymacją szkolną
i poniżej dwunastu
idę kupić a ona, że jestem za stara
na krem przeciwzmarszczkowy
i żebym natychmiast opuściła sklep.
w szpitalu na wilczej robią eutanazję
z dofinansowania enefzetu. niech się pani
pospieszy bo tylko do końca maja. w autobusie
siadam na kolanach z potrójnym lampasem
u jakiegoś młodzieńca bo mi się żylaki odezwały.
kierowca sprawdza, że mam legitymację
inwalidzką zalaną kawą z mlekiem i dwoma
łyżeczkami cukru. wyprasza mnie z pojazdu
bo sam pije czarną z termosu, widziałam to
i wychodzę bez szarpaniny a pojazd odjeżdża
widzę w oknie uśmiechniętego młodzieńca z moją
portmonetką w rączce. macha do mnie ja do niego.
Jest jeszcze most na rzece między bratnią a wilczą.
szybciutko rozbieram się do naga
bo mi szkoda wrzucać ubrania do takiego ścieku.
aresztuje mnie patrol i dostaję dożywocie.
pod językiem mam schowane sznurowadło.
na czarną godzinę.
17.04.2013
Taki śliczny chłopczyk
na jałowej skalistej ziemi
starej kaliny
zbocze wąwozu
miedzy kościołem świętej agnieszki
a żydowskim kirkutem
z przewróconymi macewami
przez idiotów w mundurach
w otoczeniu chwastów
których nikt nie wyrwał
skomlących na bułkę
dziobaną przez wrony
pod mordownią kalinka
a dzisiaj biedronka
bez dostępu do słońca
bo pokój od północy
ósme piętro
ciężko znosić matkę
w trumnie
z wielkiej płyty ocieplonej
wełną mineralną
na osiedlu kolejarz
z powodu ojca
wyrósł bez silnych korzeni
zasad moralnych
ze skwaszoną miną
ale z wybujałą fantazją
i rozwiniętym instynktem
samozachowawczym
taki śliczny chłopczyk
starej kaliny
zbocze wąwozu
miedzy kościołem świętej agnieszki
a żydowskim kirkutem
z przewróconymi macewami
przez idiotów w mundurach
w otoczeniu chwastów
których nikt nie wyrwał
skomlących na bułkę
dziobaną przez wrony
pod mordownią kalinka
a dzisiaj biedronka
bez dostępu do słońca
bo pokój od północy
ósme piętro
ciężko znosić matkę
w trumnie
z wielkiej płyty ocieplonej
wełną mineralną
na osiedlu kolejarz
z powodu ojca
wyrósł bez silnych korzeni
zasad moralnych
ze skwaszoną miną
ale z wybujałą fantazją
i rozwiniętym instynktem
samozachowawczym
taki śliczny chłopczyk
16.04.2013
Wiosna!
krokusy rozkładają płatki
do pierwszych promieni
drugi cios w klatkę
piersiową natępny w krocze
na gałęzi śpiewa zięba
cichą modlitwę szepce
nim omdleją usta
kot wygrzewa futro
w kwietniowym słońcu
wpatrzone w bezchmurny
błękit oczy bez ruchu
do życia świat się budzi
odchodzi wreszcie zima
i do nas już nie wróci
zgłasza się poczta głosowa
do pierwszych promieni
drugi cios w klatkę
piersiową natępny w krocze
na gałęzi śpiewa zięba
cichą modlitwę szepce
nim omdleją usta
kot wygrzewa futro
w kwietniowym słońcu
wpatrzone w bezchmurny
błękit oczy bez ruchu
do życia świat się budzi
odchodzi wreszcie zima
i do nas już nie wróci
zgłasza się poczta głosowa
15.04.2013
Chryzantemy złociste
Przyszedł z reputacją miejscowego lumpa.
Najpierw była kanapa w salonie
Aż cieknący kran w kuchni
Zamknął wreszcie mordę.
Był złotą rączką w poprzednim życiu
A ona była wciąż nieufna.
Nauczyła go pić herbatę
Na stole w kuchni było bosko
Przenieśli się do sypialni.
Budzący promień słońca zmieniał go
W dziesięciokaratowe złoto.
Z dziurawą wątrobą. Odtąd dba
Żeby miał zawsze świeże
Złociste chryzantemy.
Najpierw była kanapa w salonie
Aż cieknący kran w kuchni
Zamknął wreszcie mordę.
Był złotą rączką w poprzednim życiu
A ona była wciąż nieufna.
Nauczyła go pić herbatę
Na stole w kuchni było bosko
Przenieśli się do sypialni.
Budzący promień słońca zmieniał go
W dziesięciokaratowe złoto.
Z dziurawą wątrobą. Odtąd dba
Żeby miał zawsze świeże
Złociste chryzantemy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)