nie ma nic magicznego w byciu ptakiem
wystarczy umieć wić gniazda i mieć
cierpliwość
do wrzeszczących dzieci które się komuś podrzuca
żeby w
spokoju polatać po sklepach albo odpocząć
ptaki mają puste kości i są lekkie
jak piórko
znam ludzi bez szpiku czekających na przeszczep
przebieram
się za klauna i udaję idiotę bo nie wiem
co mogę jeszcze zrobić kiedy ulatuje
z nich życie
widziałem jak jeden facet też chciał być ptakiem
ale to było
po wojnie na której ptaki zrzucały napalm
z wierzchołka tamtej topoli
widać dobrze całą okolicę
ten sąsiad umarł na raka tamten się zapił jeszcze
jeden
który się powiesił na jabłonce i zostawił zapalony traktor
a
najgorsze w byciu ptakiem jest zostawić wszystko
i odlecieć do obcego kraju i
ludzi którzy nie rozumieją
mojego śpiewu
Piszę rymowanki takie bardzo proste, co się nazywają rymy częstochowskie liczę więc sylaby, jak sie na nich skupie, to wychodą słowa czasem bardzo głupie. Grunt, że się rymuje, że coś napisałem może wyszło słabo, ale dobrze chciałem...
20.08.2013
19.08.2013
Piękna Mery z domu starców w jednym bucie
Z ustami jak wysuszona skórka
owocu na który nikt się nie skusi
zgnije w pogryzionym przez owady ubraniu
artretyzm nie daje doskoczyć
do pierzastych aniołków z których każdy
ma swoje miejsce w modlitwie za zmarłych
przecież żaden się nie pochyli
gdy ktoś wczoraj nadepnął niechcący
but nie chce wejść na spuchniętą stopę
dokuśtyka do nieba w jednym
owocu na który nikt się nie skusi
zgnije w pogryzionym przez owady ubraniu
artretyzm nie daje doskoczyć
do pierzastych aniołków z których każdy
ma swoje miejsce w modlitwie za zmarłych
przecież żaden się nie pochyli
gdy ktoś wczoraj nadepnął niechcący
but nie chce wejść na spuchniętą stopę
dokuśtyka do nieba w jednym
O topielcu ze stawu i zupie brokułowej z ptysiowym groszkiem
idę drogą przy stawie i odwracam głowę
z zielonej zupy wysuwa się ręka i łapie
za gardło gdy pytam kiedy zrobią meliorację
ktoś odkłada słuchawkę zniechęcony a ja
bawię się w poławiacza ptysiowego groszku
na zebraniu mieszkańców sołtys duka legendę
o topielcu przysypiam odkąd chodzę naokoło
drogą przez las w którym leśne licho zwodzi
że wracam dobrze po północy i już nic więcej
nie mogę zrobić miła pani w urzędzie obiecuje
na jutro próbę ktoś wskoczy i sprawdzi
czy w tym stawie rzeczywiście coś jest jednak
nic nie robią wobec tego w akcie desperacji
siadam przy brzegu gdy wysuwa się głowa która
prosi o papierosa bo mu jego zamokły zapraszam
na krem z brokułów i z ptysiowym groszkiem
a kiedy przyjeżdżają koparki robotnicy drapią się
po głowach widząc ptysiowy groszek rozsypany
spod drzwi mojej chaty aż do stawu
z zielonej zupy wysuwa się ręka i łapie
za gardło gdy pytam kiedy zrobią meliorację
ktoś odkłada słuchawkę zniechęcony a ja
bawię się w poławiacza ptysiowego groszku
na zebraniu mieszkańców sołtys duka legendę
o topielcu przysypiam odkąd chodzę naokoło
drogą przez las w którym leśne licho zwodzi
że wracam dobrze po północy i już nic więcej
nie mogę zrobić miła pani w urzędzie obiecuje
na jutro próbę ktoś wskoczy i sprawdzi
czy w tym stawie rzeczywiście coś jest jednak
nic nie robią wobec tego w akcie desperacji
siadam przy brzegu gdy wysuwa się głowa która
prosi o papierosa bo mu jego zamokły zapraszam
na krem z brokułów i z ptysiowym groszkiem
a kiedy przyjeżdżają koparki robotnicy drapią się
po głowach widząc ptysiowy groszek rozsypany
spod drzwi mojej chaty aż do stawu
Piosenka
co z niego wyrośnie?
ta sama piosenka
puszczana do znudzenia
i refren
ze wszystkich epitetów
powtarzają się przez cały
dzień
niedzielny obiad
dzieciństwo
całe życie
muszę coś komuś udowadniać
nie będę drzewem
kamieniem
gównem
leżącym na schodach
polskiego kościoła w Paryżu
na drodze z Lusaki do Kasamy
z kobietą która nie chce znać
albo Bóg wie
gdzie poniosą oczy
byle dalej od tej piosenki
dureń bałwan gnój
leń śmierdzący
unieś się troszkę
to ci umyję dupę
ogolę obetniemy włoski
paznokcie
no powiedz coś półgębkiem
chociaż jedno słowo
ale nie chcę słuchać
tej twojej
cholernej piosenki
syn!
ta sama piosenka
puszczana do znudzenia
i refren
ze wszystkich epitetów
powtarzają się przez cały
dzień
niedzielny obiad
dzieciństwo
całe życie
muszę coś komuś udowadniać
nie będę drzewem
kamieniem
gównem
leżącym na schodach
polskiego kościoła w Paryżu
na drodze z Lusaki do Kasamy
z kobietą która nie chce znać
albo Bóg wie
gdzie poniosą oczy
byle dalej od tej piosenki
dureń bałwan gnój
leń śmierdzący
unieś się troszkę
to ci umyję dupę
ogolę obetniemy włoski
paznokcie
no powiedz coś półgębkiem
chociaż jedno słowo
ale nie chcę słuchać
tej twojej
cholernej piosenki
syn!
15.08.2013
Cumulus Fractus
Jestem własnością tego, który mnie posłał.
Bielusieńki cumulus fractus przybiera postać
Matki Boskiej. Siemion Michajłowicz z otwartą gębą
drapie po zadzie konia kierując się spod Lwowa
na Zamość i Lublin. A sąsiad w koszulce Barcelony
wsiada do czerwonej jak sowieckie sztandary
Hondy kiedy ja wieszam biało-czerwoną flagę
na balkonie. Na parkingu przy stacji Kobyłka-Ossów
pusto. Zamknięta Biedronka bo jest jakieś kościelne święto.
Major major major major jak on miał na nazwisko?
Dembiński! Rozpędza pierwszy i drugi szwadron
zamieniając Urraaaaa w dziki okrzyk przerażenia.
Czerwona kawaleria znika w mroku nocy.
Na pustym parkingu pod Biedronką stoi
samotna Honda Civic w kolorze czerwonym.
Kierowca z napisem Messi na plecach zagląda
przez zamknięte drzwi sklepu do środka.
Bielusieńki cumulus fractus przybiera postać
Matki Boskiej. Siemion Michajłowicz z otwartą gębą
drapie po zadzie konia kierując się spod Lwowa
na Zamość i Lublin. A sąsiad w koszulce Barcelony
wsiada do czerwonej jak sowieckie sztandary
Hondy kiedy ja wieszam biało-czerwoną flagę
na balkonie. Na parkingu przy stacji Kobyłka-Ossów
pusto. Zamknięta Biedronka bo jest jakieś kościelne święto.
Major major major major jak on miał na nazwisko?
Dembiński! Rozpędza pierwszy i drugi szwadron
zamieniając Urraaaaa w dziki okrzyk przerażenia.
Czerwona kawaleria znika w mroku nocy.
Na pustym parkingu pod Biedronką stoi
samotna Honda Civic w kolorze czerwonym.
Kierowca z napisem Messi na plecach zagląda
przez zamknięte drzwi sklepu do środka.
14.08.2013
Motyle umierają szeptem
na wyciągniętej dłoni umiera motyl
choć nie po raz pierwszy widzę śmierć
nie wiem nie rozumiem a może się boję
jestem takim zagubionym dzieckiem
którego nie było komu nauczyć patrzeć
ale potrafię słuchać każdy dźwięk szelest
układam w głowie w melodię złożoną
z agonalnych westchnień ostatnich słów
trzepotu skrzydeł co zamieniają się
w ciszę której tak bardzo nie lubię
mam ciepłe ręce
choć nie po raz pierwszy widzę śmierć
nie wiem nie rozumiem a może się boję
jestem takim zagubionym dzieckiem
którego nie było komu nauczyć patrzeć
ale potrafię słuchać każdy dźwięk szelest
układam w głowie w melodię złożoną
z agonalnych westchnień ostatnich słów
trzepotu skrzydeł co zamieniają się
w ciszę której tak bardzo nie lubię
mam ciepłe ręce
Bilet powrotny
wymięty bilet powrotny w zaciśniętej pięści
do miejsca gdzie ziemia pachnie trawą
niebo pachnie deszczem a chleb smakuje
tak jak smakował tutaj nic się nie zmienia
matka coś tam przeszywa a ojciec czyta
gazetę z czerwonym tytułem flagą i kowbojem
na wypadek gdyby walka nie miała sensu
zawsze można się położyć i zasnąć w trawie
po ostatnich deszczach jest taka soczysta
biedronka wspina się do nieba więc proszę
o smak chleba który zapamiętałem z dzieciństwa
ale źdźbło się wygina pod ciężarem mojej modlitwy
do miejsca gdzie ziemia pachnie trawą
niebo pachnie deszczem a chleb smakuje
tak jak smakował tutaj nic się nie zmienia
matka coś tam przeszywa a ojciec czyta
gazetę z czerwonym tytułem flagą i kowbojem
na wypadek gdyby walka nie miała sensu
zawsze można się położyć i zasnąć w trawie
po ostatnich deszczach jest taka soczysta
biedronka wspina się do nieba więc proszę
o smak chleba który zapamiętałem z dzieciństwa
ale źdźbło się wygina pod ciężarem mojej modlitwy
Obrazy
zakiepowana przeszłość
na parapecie okna
już można sfrunąć
na podłogę i odejść
tylko się nie odwracaj
bo zapamiętasz obrazy
co jak demony
będą cię prześladować
przez resztę kroków
już jest za późno
trzygłowy cerber
stoi w bramie
no proszę cię pozwól
chociaż przez chwilę
potrzymać za rękę
popatrzeć i odejść
po bruku toczy się
jabłko które wypadło
gdy byłem dzieckiem
już nie pamiętam
na parapecie okna
już można sfrunąć
na podłogę i odejść
tylko się nie odwracaj
bo zapamiętasz obrazy
co jak demony
będą cię prześladować
przez resztę kroków
już jest za późno
trzygłowy cerber
stoi w bramie
no proszę cię pozwól
chociaż przez chwilę
potrzymać za rękę
popatrzeć i odejść
po bruku toczy się
jabłko które wypadło
gdy byłem dzieckiem
już nie pamiętam
13.08.2013
Chcę zginąć za Warszawę!
jestem sobie przeciętnym mieszkańcem
zatęchłej nory w stołecznym województwie
która płacze tysiącem par oczu z tęsknoty
do życia gdzie indziej lepiej może gdzieś bardziej
niż rzeka Smródka z odpadów przemysłowych
pusty barokowy kościół w niedzielę podczas sumy
czy apteka ze zniżką na silne antydepresanty
grupka lokalnych żuli którzy nie mają już po co
i sfora błąkających się kundli bez celu i marzeń
przekrzykują się na zmianę aby zagłuszyć
warkot maszyn pędzących na Warszawę
która jeszcze się broni jeszcze dzielnie walczy
a reszta ojczyzny stoi i patrzy i słucha krzyku
zarzynanych kobiet i wypruwanych płodów
jak mam się wyrwać z mojego krajobrazu
do którego przyrosłem opleciony dzikim winem
i smagany po twarzy ogonami bezpańskich kundli
chcę się podnieść chcę iść ja chcę walczyć
napełnić pustą butelkę benzyną i rzucić
to wszystko w cholerę żeby zginąć jak bohater
odkopany po latach pod Powiślem przez Krystynę
zatęchłej nory w stołecznym województwie
która płacze tysiącem par oczu z tęsknoty
do życia gdzie indziej lepiej może gdzieś bardziej
niż rzeka Smródka z odpadów przemysłowych
pusty barokowy kościół w niedzielę podczas sumy
czy apteka ze zniżką na silne antydepresanty
grupka lokalnych żuli którzy nie mają już po co
i sfora błąkających się kundli bez celu i marzeń
przekrzykują się na zmianę aby zagłuszyć
warkot maszyn pędzących na Warszawę
która jeszcze się broni jeszcze dzielnie walczy
a reszta ojczyzny stoi i patrzy i słucha krzyku
zarzynanych kobiet i wypruwanych płodów
jak mam się wyrwać z mojego krajobrazu
do którego przyrosłem opleciony dzikim winem
i smagany po twarzy ogonami bezpańskich kundli
chcę się podnieść chcę iść ja chcę walczyć
napełnić pustą butelkę benzyną i rzucić
to wszystko w cholerę żeby zginąć jak bohater
odkopany po latach pod Powiślem przez Krystynę
Subskrybuj:
Posty (Atom)