jutro pójdzie szarża z tamtego wzgórza
w dupie mam tę wojnę ale mówią
że jesteśmy jakimś przedmurzem
chyba to do czegoś zobowiązuje
nawet jeśli wszyscy kiedyś zapomną
Pękają czaszki pod kołami taboru
a błoto zmienia ludzi w posągi
konie są zmęczone a przecież muszą
w tej wojnie będą najważniejsze
dziwki które poprawiają włosy
by na chwilę dać wytchnienie
Piszę rymowanki takie bardzo proste, co się nazywają rymy częstochowskie liczę więc sylaby, jak sie na nich skupie, to wychodą słowa czasem bardzo głupie. Grunt, że się rymuje, że coś napisałem może wyszło słabo, ale dobrze chciałem...
15.06.2013
Narodziny człowieka
ręka wyciągnięta o łyk wody
nie widać przybrudzonej opaski
pochyla się grenadier szturmowy
podstawia menażkę przytrzymując głowę
przybiega esesman i chce rozstrzelać
później tylko grozi sądem polowym
wyciąga z kabury parabellum
kaliber dziewięć i wciska w dłoń
a w blondwłosym żołdaku
właśnie narodził się człowiek
odmawia wykonania rozkazu
powstaniec patrzy bezradnie
przytrzymując jelita na ten
obraz cudowny na tle gruzów
ukochanego miasta które za chwilę
dobiją na chodniku czerniakowa
nie widać przybrudzonej opaski
pochyla się grenadier szturmowy
podstawia menażkę przytrzymując głowę
przybiega esesman i chce rozstrzelać
później tylko grozi sądem polowym
wyciąga z kabury parabellum
kaliber dziewięć i wciska w dłoń
a w blondwłosym żołdaku
właśnie narodził się człowiek
odmawia wykonania rozkazu
powstaniec patrzy bezradnie
przytrzymując jelita na ten
obraz cudowny na tle gruzów
ukochanego miasta które za chwilę
dobiją na chodniku czerniakowa
13.06.2013
Garderobiana z rekwizytorem
bez wyszukanej scenografii
ot kilka krzeseł na oparciu
jego czarne skarpety kontrastują
z jej białym biustonoszem
miłości akt pierwszy odgrywany
po raz dziesiąty w tym miesiącu
a ona taka naturalna nie umie grać
bez publiczności ale z poświęceniem
odgrywa jego żonę a może kochankę
bo żona czeka w domu obiecał
że po przedstawieniu zrobi zakupy
chyba zapomniał kwestii
bo bez słów zbiera swoje rzeczy
i zbiega ze sceny a ona zostaje
ot kilka krzeseł na oparciu
jego czarne skarpety kontrastują
z jej białym biustonoszem
miłości akt pierwszy odgrywany
po raz dziesiąty w tym miesiącu
a ona taka naturalna nie umie grać
bez publiczności ale z poświęceniem
odgrywa jego żonę a może kochankę
bo żona czeka w domu obiecał
że po przedstawieniu zrobi zakupy
chyba zapomniał kwestii
bo bez słów zbiera swoje rzeczy
i zbiega ze sceny a ona zostaje
Lekcja, którą otrzymałem o godzinie 13:47
na kolana i nie unoś czoła
kiedy podniesiony łeb
jak źdźbło trawy sterczy
z ziemi do której należysz
jeden błysk ostrza
i strącona pycha
co chce sięgnąć nieba
w bezdenną otchłań
zapomnienia przez Boga
bo dla ludzi los twój
przysypany piachem
już od chwili narodzin
kiedy podniesiony łeb
jak źdźbło trawy sterczy
z ziemi do której należysz
jeden błysk ostrza
i strącona pycha
co chce sięgnąć nieba
w bezdenną otchłań
zapomnienia przez Boga
bo dla ludzi los twój
przysypany piachem
już od chwili narodzin
Pod powiekami
niech jutro się nie zbudzi
bo chwila ta jest droższa
niż cała wieczność może
lekkim kołysaniem bioder
tańczysz do śpiewu fal
klaszczących o nabrzeże
czuję opuszkami palców
rytm co wprawia ciało
twoje w słodkie drżenie
ukryje je pod powiekami
żeby mi było już na zawsze
dla smutnych oczu ukojeniem
bo chwila ta jest droższa
niż cała wieczność może
lekkim kołysaniem bioder
tańczysz do śpiewu fal
klaszczących o nabrzeże
czuję opuszkami palców
rytm co wprawia ciało
twoje w słodkie drżenie
ukryje je pod powiekami
żeby mi było już na zawsze
dla smutnych oczu ukojeniem
Nie wiem
jeszcze nie wiem czy zdążę
znaleźć receptę na nieśmiertelność
czy Bóg mi pozwoli napisać
te kilka słów po których ludziom
wyrastają skrzydła aniołów żeby
już nigdy nie dotknęli ziemi
jeszcze nie wiem czy zdążę
wyrwać się ze szponów
złych wspomnień co jak sen
odbierają spokojny oddech
o który proszę Boga
budząc się w środku nocy
jeszcze nie wiem czy zdążę
uciec od tych słabości
które siedząc na plecach
każą mi pełzać jak robak
tuż przy ziemi i lizać słowa
żeby ich skrzydła były ciężkie
i nie uniosły się do góry
znaleźć receptę na nieśmiertelność
czy Bóg mi pozwoli napisać
te kilka słów po których ludziom
wyrastają skrzydła aniołów żeby
już nigdy nie dotknęli ziemi
jeszcze nie wiem czy zdążę
wyrwać się ze szponów
złych wspomnień co jak sen
odbierają spokojny oddech
o który proszę Boga
budząc się w środku nocy
jeszcze nie wiem czy zdążę
uciec od tych słabości
które siedząc na plecach
każą mi pełzać jak robak
tuż przy ziemi i lizać słowa
żeby ich skrzydła były ciężkie
i nie uniosły się do góry
12.06.2013
Aniele Boży
może ci trochę głupio
dostawać od brata kwiaty
ale mam to gdzieś
teraz sobie leżysz
na niebieskiej łączce
weź bo się posikam
mógłbyś mi też czasem
coś chociaż solidnego
kopa w dupę
przecież się nie rozpłaczę
powiedz starszym
może lepiej nic nie mów
już się przyzwyczaiłem
dostawać od brata kwiaty
ale mam to gdzieś
teraz sobie leżysz
na niebieskiej łączce
weź bo się posikam
mógłbyś mi też czasem
coś chociaż solidnego
kopa w dupę
przecież się nie rozpłaczę
powiedz starszym
może lepiej nic nie mów
już się przyzwyczaiłem
11.06.2013
O człowieku którym byłem
dokąd mnie zaprowadzą ślady
odciśnięte na mokrym piasku
niesiony ludzką ciekawością
niezdarnie wpasowuję w nie
stopy aby po kilku krokach
opanować sposób poruszania
przystaję nad martwą mewą
żeby tym samym patykiem
pogłaskać ją czule po głowie
a potem długo patrzę na linię
która rozdziela dwa błękity
i moja łza spada dokładnie
w miejscu w którym upadła jego
ślad się urywa tam gdzie woda
zlizuje żółty piasek pieniąc się
gdy ostatni krok powoli znika
w lazurowej paszczy oceanu
chwilę czekam z nadzieją że
zobaczę tego którym byłem
ale jego już nie ma
odciśnięte na mokrym piasku
niesiony ludzką ciekawością
niezdarnie wpasowuję w nie
stopy aby po kilku krokach
opanować sposób poruszania
przystaję nad martwą mewą
żeby tym samym patykiem
pogłaskać ją czule po głowie
a potem długo patrzę na linię
która rozdziela dwa błękity
i moja łza spada dokładnie
w miejscu w którym upadła jego
ślad się urywa tam gdzie woda
zlizuje żółty piasek pieniąc się
gdy ostatni krok powoli znika
w lazurowej paszczy oceanu
chwilę czekam z nadzieją że
zobaczę tego którym byłem
ale jego już nie ma
10.06.2013
Trzydzieści trzy
tęsknota która boli mocniej
niż trzydziesty trzeci ząb
jego mądrość nad mądrościami
nie mieści się w schemacie
narzuconym przez naturę
trzeba wyrwać z korzeniami
i schować pod poduszkę
bo w życiu najważniejsze
są przecież pieniądze
wiszący nad futryną
trzydziestotrzyletni facet
któremu ktoś kiedyś napluł
w twarz za próbę przełamania
obowiązujących schematów
myślowych tylko się uśmiecha
kiedy go pytam o wolności
bezkresny wymiar za który
prawdopodobnie oddał życie
w zniewolonym kraju
dla moich myśli skrywanych
na trzydziestu trzech metrach
więzienia z balkonem i rowerem
na przeciwległej ścianie
próbuję teraz znaleźć ujście
plując sobie w brodę
przez otwór po wyrwanym
nadliczbowym zębie za to
że nie zostałem rybakiem
niż trzydziesty trzeci ząb
jego mądrość nad mądrościami
nie mieści się w schemacie
narzuconym przez naturę
trzeba wyrwać z korzeniami
i schować pod poduszkę
bo w życiu najważniejsze
są przecież pieniądze
wiszący nad futryną
trzydziestotrzyletni facet
któremu ktoś kiedyś napluł
w twarz za próbę przełamania
obowiązujących schematów
myślowych tylko się uśmiecha
kiedy go pytam o wolności
bezkresny wymiar za który
prawdopodobnie oddał życie
w zniewolonym kraju
dla moich myśli skrywanych
na trzydziestu trzech metrach
więzienia z balkonem i rowerem
na przeciwległej ścianie
próbuję teraz znaleźć ujście
plując sobie w brodę
przez otwór po wyrwanym
nadliczbowym zębie za to
że nie zostałem rybakiem
Subskrybuj:
Posty (Atom)