26.08.2013

Uwielbiam

uwielbiam
spijać słowa z twoich ust
koniuszkami języków
opowiadamy sobie historie
od których pąsowieją róże
a delikatne listki drżą z emocji
wszystko jest wyczuwalne
pod opuszkami palców
gdy ciała tańczą do rytmu
i przyspieszają oddechy
kiedy opowieści łączą się
w jeden wątek
a puenta to już sprawa
bardzo intymna

Jesień

nigdy więcej się tutaj nie pojawiaj
i nie budź mnie łomotem okiennic
żeby mi pokazać kolejne dzieło
a ja te wszystkie obrazy pochowam
w najciemniejszym kącie że tylko
mrugnięcia powiek mogą zdradzić
koszmar powykręcanych ramion
i połamanych palców co siłą rozerwane
leżą bezładnie pod ceglanym murem
wyrwane serca tworzą dwa kopce
ktoś mi podpowiada żeby to wszystko
spalić i zapomnieć

23.08.2013

Na kamieniu kamień

ubrana w morfinowy plaster
prosi abym przesunął ścianę
otworzył okno przestawił łóżko
żebym coś wreszcie zrobił
bo się dusi we własnym ciele

nie potrafię odczytywać pragnień
patrzę prosto w oczy i nie widzę
tego co jest gdzieś tam głęboko
na samym końcu co trzeba poczuć
poskładać z jęków i westchnień

rozkładam ręce i stoję bezradny
a ludzie przechodzą coś tam szepcą
klepią po plecach podstawiają talerz
ktoś sadza na krześle i długo tłumaczy
nie rozróżniam głosów ani twarzy

tylko plamy szum i pustka

22.08.2013

Zaraz po przebudzeniu

jedni mają pieniądze na oczach
i ciasno obwiązane szczęki
a inni grają w kości jakby nigdy nic
popijając wino wymieszane z krwią
za chwilę świat stoczy się w przepaść
już czarne ptaki krążące nad wzgórzem
zapraszają widownię do dance macabre
ja stoję w ostatnim rzędzie bo się boję
ale inni pędzą po białych ścieżkach
na drugą stronę po cichutku i bez bólu
jakiś chłopak w okularach i z papierosem
udaje że jest twardy i ryczy na lwa
co sekundę ktoś znika w wykopanym dole
tylko poeci zostawiają zapisane kartki
które tańczą na wietrze i próbują
zasłonić rzeczywistość białym płaszczem
tutaj trzeba się zastanowić co dalej

Mur

zaciskam dłoń na gałązce ostrokrzewu
żeby poczuć że żyję a wszystko to
co mnie ogranicza to jest ceglany mur
który najwidoczniej zapomniał swojej roli
i zamiast bronić zaciąga czerwoną pętlę

duszę się w więzieniu własnych słabości
kiedyś tu była furtka i mogłem swobodnie
oddychać wolnością mogłem mieszkać
klękać i dziękować za dobro i szczęście

teraz piszę listy i wkładam między cegły

Dwa światy

ktoś pokazuje jak wiązać snopki
żegnać się nabożnie i pluć
w dłonie bo jestem jak dziecko
a to wszystko to nie jest mój świat
nawet te kilka kotów leżących
w słońcu pod chatą to jeszcze nie
kocie łby na podzamczu po których
stąpam przerażony ich nazwą
na spacerze z ojcem i matką

uczę się przechylać szklankę
pali żywym ogniem i łzy w oczach
na wspomnienie tamtych smaków
nie potrafię oddychać powietrzem
nasyconym zapachem kwiatów
duszę się na otwartych przestrzeniach
a wszystkie drzewa wyglądają podobnie
to leśne licho ktoś klepie po plecach
bo pomidor zerwany w ogrodzie
nie chce ugasić ognia w środku

ale łzy już ocieram jakbym był stąd

21.08.2013

Przestrzeń

stoję po kolana w oceanie falujących traw
a dookoła niczym niezmącona przestrzeń
żadnych drzew domów niczego co na siłę
przyciąga wzrok zatrzymuje łapie za gardło
znalazłem się w środku wszechświata
punkcik domalowany na rustykalnym obrazie
mogę patrzeć bez strachu w przyszłość
jakbym już przelał wszystkie wspomnienia
na papier jestem wolny a moje myśli są czyste
niebo jest czyste Boże pozwól mi tutaj zostać
położyć się w tej wysokiej trawie i zasnąć
już się więcej nie obudzić w środku nocy
jeszcze chwilkę odpocznę nie chcę wracać
do rzeczywistości gdzie każdy kamień
przypomina jakąś historię twarz rozmowę
po raz pierwszy od lat nic mnie nie boli
tylko miękkie kłoski głaszczą moje nogi
czy ja w ogóle jeszcze żyję? pytam
ale w odpowiedzi słyszę szum wiatru
położę się i jeśli nic mi się nie przyśni
to znaczy że jestem w raju

Kolacja z człowiekiem-ptakiem

obejmuje go niezdarnie w obawie
że jej ucieknie gdzieś do ciepłych krajów
do innego gniazda dlatego kupuje
czapki szaliki swetry żeby mu było ciepło
i zawsze czeka z kolacją śpiąc w kuchni
przy stole nad głębokim talerzem łyżką
serwetką w fantazyjne wzory a on
czasem przychodzi wesoły śpiewa
opowiada o swoich byłych miłościach
a czasem ją tylko strzeli miedzy oczy
wtedy musi wymienić talerz łyżkę
wyplamioną serwetkę we wzory
a kiedy się już naje to może go objąć
niezdarnie w obawie że jej ucieknie

20.08.2013

Magia pewnego poranka

ulicami jeszcze pustego o tej porze miasteczka
przechadza się siwo umaszczony koń fryzyjski
z kawałkiem postrzępionego powrozu na szyi
słychać stukot jego kopyt o kamienny bruk
a z okna na trzecim piętrze sączy się muzyka
nokturn 20 cis-moll Chopina opus pośmiertne
koń przystaje i przez chwilę strzyże uszami
kiedy z otwartej bramy wypada kundel dozorcy
i głośnym szczekaniem płoszy fryza ten
przewraca wózek mleczarza co się nagle pojawił
samym środkiem ulicy płynie mleczna rzeka
a tętent konia szczekanie kundla i krzyk
mleczarza zagłuszają ostanie dźwięki muzyki
i budzą miasteczko do życia tylko nikt nie chce
uwierzyć w historię o fryzyjskim koniu zasłuchanym
w tęsknych tonach nokturnu 20 cis-moll