nawet nie widać kręgów
na ledwie muśniętej
powierzchni kałuży
co na krótką chwile
zamienia się w cudowny obraz
stoję na wyciągnięcie ręki
i chyba mógłbym dotknąć
rozpiętych skrzydeł płaszcza
poczuć na twarzy lekki powiew
ale się boję
sens mojego istnienia
to jest ten właśnie moment
później jest tylko brudna ulica
która z każdą następną godziną
robi się czarna i pusta
aż się nie mogę doczekać jutra
Piszę rymowanki takie bardzo proste, co się nazywają rymy częstochowskie liczę więc sylaby, jak sie na nich skupie, to wychodą słowa czasem bardzo głupie. Grunt, że się rymuje, że coś napisałem może wyszło słabo, ale dobrze chciałem...
5.02.2014
Dzień-ciołek
wesoło świeci słonko
i twarz bez szczypty pudru
do nieba leć biedronko
na pączku dużo lukru
a kiedy się rymuje
przy pełnym audytorium
nie ważne czy smakuje
nagrobne lapidarium
zmiażdżonej muchy truchło
i już nie po raz pierwszy
bo jutro będzie futro
a dzisiaj będzie wierszyk
i twarz bez szczypty pudru
do nieba leć biedronko
na pączku dużo lukru
a kiedy się rymuje
przy pełnym audytorium
nie ważne czy smakuje
nagrobne lapidarium
zmiażdżonej muchy truchło
i już nie po raz pierwszy
bo jutro będzie futro
a dzisiaj będzie wierszyk
Cztery pory roku
kiedyś wyrośnie tu zboże
pszeniczne łany będą falować
za każdym poruszeniem rozgrzanego powietrza
tutaj znajdą schronienie polne zwierzęta
a na niebie zatańczą ptaszki najpiękniej
jak to tylko one potrafią
ale niech już spadnie śnieg
i niech zasłoni niespełnione nadzieje
spisane na kawałku papieru przesiąkniętym
prawdziwym uczuciem i tęsknotą za domem
a gdy rdza uprzątnie stalowe szkielety
do ostatniego guzika
nadejdzie wiosna
pszeniczne łany będą falować
za każdym poruszeniem rozgrzanego powietrza
tutaj znajdą schronienie polne zwierzęta
a na niebie zatańczą ptaszki najpiękniej
jak to tylko one potrafią
ale niech już spadnie śnieg
i niech zasłoni niespełnione nadzieje
spisane na kawałku papieru przesiąkniętym
prawdziwym uczuciem i tęsknotą za domem
a gdy rdza uprzątnie stalowe szkielety
do ostatniego guzika
nadejdzie wiosna
2.02.2014
Ja, cisza i on
kiedy mu powiedziałem
ze go już nie kocham
uniósł się lekko w fotelu
a potem
ostentacyjnie zagasił papierosa
na wyciągniętej dłoni
jakby chciał mi pokazać ze to on
jest tutaj prawdziwym facetem
i rozstaliśmy się bez jednej kropli
deszczu
kiedy czekał na mnie na lotnisku
z ciepłą kurtką
udawałem
że nie jest mi zimno
połamaliśmy się opłatkiem
bez jednego słowa
i wtedy on mnie zostawił
czasem przychodzę do niego pogadać
ale milczy jak prawdziwy
facet
ze go już nie kocham
uniósł się lekko w fotelu
a potem
ostentacyjnie zagasił papierosa
na wyciągniętej dłoni
jakby chciał mi pokazać ze to on
jest tutaj prawdziwym facetem
i rozstaliśmy się bez jednej kropli
deszczu
kiedy czekał na mnie na lotnisku
z ciepłą kurtką
udawałem
że nie jest mi zimno
połamaliśmy się opłatkiem
bez jednego słowa
i wtedy on mnie zostawił
czasem przychodzę do niego pogadać
ale milczy jak prawdziwy
facet
Co ja właściwie tutaj robię?
chciałbym to wszystko policzyć
podzielić na typy podtypy gromady
usystematyzować tworząc jakieś kategorie
może w zależności od barwy głosu albo koloru
skrzydeł
ale kiedy pomarańczowe słońce kładzie się
na wierzchołkach dębowego lasu
a wiatr delikatnie kołysze gałązkami
żeby mu zaszumiały najpiękniejszą melodię
zapominam
podzielić na typy podtypy gromady
usystematyzować tworząc jakieś kategorie
może w zależności od barwy głosu albo koloru
skrzydeł
ale kiedy pomarańczowe słońce kładzie się
na wierzchołkach dębowego lasu
a wiatr delikatnie kołysze gałązkami
żeby mu zaszumiały najpiękniejszą melodię
zapominam
1.02.2014
Data urodzenia
kazałeś mi wybierać pomiędzy życiem wbrew sobie
a przedwczesną śmiercią na przekór tobie
być może to jest tylko kolejna próba ognia
i potem będzie już śmietankowy tort z wisienką
gdzie każde jego piętro to jest inna łaska przełożona
słodko-kwaśnym poczuciem dobrze spełnianego zadania
jest dobrze bo mogę wreszcie wykrzyczeć na całe gardło
urodzinowe życzenia gdy obcy ludzie poruszają tylko ustami
szepcą gorzkie żale albo recytują okolicznościowe wiersze
nie wnikam kto co ma na sumieniu i co dźwiga na plecach
ja w każdym razie nie będę teraz klękał
wszędzie jak okiem sięgnąć aż się roi od czarnych mamb
one czyhają na moje potknięcie żeby zdecydować za mnie
chyba jednak masz rację że muszę wrócić i stawić czoła
tym wszystkim demonom od którym uciekłem aż tutaj
może się okaże że to ja dorysowałem im rogi flamastrem
jest grudzień tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego trzeciego
warto zapamiętać tę datę bo wtedy się urodziłem
po raz drugi
a przedwczesną śmiercią na przekór tobie
być może to jest tylko kolejna próba ognia
i potem będzie już śmietankowy tort z wisienką
gdzie każde jego piętro to jest inna łaska przełożona
słodko-kwaśnym poczuciem dobrze spełnianego zadania
jest dobrze bo mogę wreszcie wykrzyczeć na całe gardło
urodzinowe życzenia gdy obcy ludzie poruszają tylko ustami
szepcą gorzkie żale albo recytują okolicznościowe wiersze
nie wnikam kto co ma na sumieniu i co dźwiga na plecach
ja w każdym razie nie będę teraz klękał
wszędzie jak okiem sięgnąć aż się roi od czarnych mamb
one czyhają na moje potknięcie żeby zdecydować za mnie
chyba jednak masz rację że muszę wrócić i stawić czoła
tym wszystkim demonom od którym uciekłem aż tutaj
może się okaże że to ja dorysowałem im rogi flamastrem
jest grudzień tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego trzeciego
warto zapamiętać tę datę bo wtedy się urodziłem
po raz drugi
31.01.2014
Maliny - limeryk
pewna kobieta z Pszczyny
miała chęć na maliny
ale idąc do lasu
zapomniała kompasu
i błądziła cztery godziny
miała chęć na maliny
ale idąc do lasu
zapomniała kompasu
i błądziła cztery godziny
Subskrybuj:
Posty (Atom)

