16.03.2014

Polsza, Jewropa, Ameryka

kiedy zapiszemy wszystkie kartki
jakimś ścierwem zmielonym z prochem armatnim
bo nie będzie już nic do zdobycia
a na pagonach zabraknie miejsca na gwiazdki
przy dźwiękach harmoszki zaśpiewamy rzewnie
o krasnolicych dziewkach i matuszce R.
które płaczą nad naszym soldackim losem
gdy my tu dziwek mamy więcej niż machorki
ale o tym nie lzja wspominać w liście
Agoń! Agoń! Krzyczy towariszcz lejtnant
ze zdobycznym Marlboro w ustach owrzodzonych
od samogonu z podejrzanego źródła
Jewropa, Ameryka pod piętami co jak tarka
zetrą wszystko i nastanie pokój
i demokracja

14.03.2014

Studnia

tam na samiutkim dnie zawsze panuje półmrok
jego poziom podnosi się i opada
w zależności od pory dnia oraz innych
czynników zewnętrznych

wyżej są symbole i znaki zrobione czym popadnie
wśród których dominuje męski członek
o bardzo zróżnicowanych parametrach
i grubości kreski

w miejscu gdzie już ramię nie sięga
zaczyna się mozaika z nudnym motywem
przesuszonych pelargonii i szaro-burych kotów
co się oblizują lubieżnie

a ponad cembrowiną jest jeszcze ogromne oko
które spogląda na to wszystko z przymrużeniem

Gówno

Andriej Wacławowicz
przegląda pospiesznie
najnowszy tomik wierszy
żeby wreszcie
jednym zgrabnym ruchem
wybrać ten o miłości
twój najważniejszy
grube palce formują kuleczkę
żeby ją rozprostować
na gołym kolanie
adin dwa tri cztery razy
czynność powtarza
jakby nie wiedział co dalej
co ma zrobić z tym wierszem
unosi pośladki
a kilka srebrzystych much
odrywa się od twojej skroni
czując w powietrzu
ostry zapach
wojennego gówna

13.03.2014

Harmonia

ubrani w górę od piżamy
z upodobaniem oglądamy te same
wschody i zachody
a wspólny papieros zasłoni
niepotrzebną resztę
i wydawać by się mogło
że jesteśmy jednym organizmem
wijącym się na pościeli
w wynajętym pokoju gdzieś na Białołęce
z pominięciem kilku szczegółów
o których tutaj celowo nie wspomnę
żeby nie popsuć
pozytywnego wrażenia

4.03.2014

Dzikie Pola

osiemdziesiąt tysięcy słońc odbitych
od napierśników tylko czeka żeby zalać
oślepiającym blaskiem Dzikie Pola

ziemia przebudzona z zimowego snu
przeciera z niedowierzaniem oczy
marszcząc przy tym podrapane kopytami czoło

Wygląda teraz jak Chrystus Frasobliwy
niezdarnie wystrugany z lipowego drzewa
i postawiony na rozstajnych drogach

Kijów Rzym Krym czy Moskwa z każdej strony
przeraźliwy dźwięk piszczałek tatarskich
wzywa duchy wojowników ku przestrodze

wiatr szarpie za kolorowe proporce
jakby chciał poprzewracać ołowiane żołnierzyki
i ułożyć z nich na trawie jakiś znak

a nad tym wszystkim unosi się wolność
płynie majestatycznie na ogromnych skrzydłach
nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca tam na dole

Ostatni pociąg

przytulam się do siebie z czułością
ale karykaturalnie wykrzywione usta
próbują mnie oszukać że to nie ja
emocje wypisane na ścianach w sposób wulgarny
spływają do brudnej umywalki
żeby się ukryć przed światem co śmierdzi
odurzającą mieszaniną moczu i spermy
damski głos oznajmia cichutko
że pociąg odjedzie zanim się zdążę zakochać
w jego delikatnym brzmieniu
wtedy znikam wśród jęków i zgrzytu wagonów
a ukręcony kran roni jedną
rdzawą kroplę

19.02.2014

Ekwilibrystyka języka

umiejętność przypinania cudzych kwiatów
do własnego kapelusza w ten sposób
na ruinach Rzymu zbudowano nowe miasto
rozbieram wzrokiem marmurowy posąg
który zdobi centrum handlowo-rozrywkowe
w miejscu gdzie powinna była być świątynia
łatwo jest rozpoznać siedem znajomych taktów
w nowym utworze ku czci Poncjusza
przecież kiedyś sam kradłem czereśnie
bo tamte u sąsiada były słodsze
wreszcie jacyś wandale odrąbali mi dłonie
ale ktoś się lituje i rzuca dwa euro
a ktoś inny bierze mnie pod pachę
i wyrzuca do Tybru