czerwonozłoty dywan zapada się
pachnie wilgocią i gnijącymi liśćmi
na suficie kłębią się brudne chmury
a przez otwarte okna wlatuje szum
parkowych drzew z których jedno
stoi tam gdzie stary kaflowy piec
i nic sobie nie robi z tego że teraz
noce są takie chłodne
starych drzew się nie przesadza
szepce babcia a ojciec ma taką minę
jakby się żegnał gdy ona przykłada do pieca
poduszkę żeby nie kaszleć i nie pluć
do chusteczki ukrywanej w rękawie
później leży nieruchomo wpatrzona
w jakiś punkt spoglądam w tamtą stronę
i widzę kawałek wyszczerbionego muru
a dalej parkową alejkę
Piszę rymowanki takie bardzo proste, co się nazywają rymy częstochowskie liczę więc sylaby, jak sie na nich skupie, to wychodą słowa czasem bardzo głupie. Grunt, że się rymuje, że coś napisałem może wyszło słabo, ale dobrze chciałem...
14.09.2013
12.09.2013
Mam suchą twarz
pieką mnie oczy
od gapienia się na horyzont
przez lornetkę prezent
z pierwszej komunii
mam oglądać dupy w oknach
a nie zawracać gitarę
siedzieć w pokoju i czekać
na zmiany ustrojowe
to jest kara za trzepanie
jęzorem o tym samym
jesteś jeszcze za mały
żeby wiedzieć co tam jest
po drugiej stronie
od gapienia się na horyzont
przez lornetkę prezent
z pierwszej komunii
mam oglądać dupy w oknach
a nie zawracać gitarę
siedzieć w pokoju i czekać
na zmiany ustrojowe
to jest kara za trzepanie
jęzorem o tym samym
jesteś jeszcze za mały
żeby wiedzieć co tam jest
po drugiej stronie
La dernière danse (sans culottes)
tańczymy menueta
kwintet smyczkowy
gra czysto i tak
pięknie
trzepoczą migoczą
rzęsy
marszczysz nosek
podajesz prawą
rękę
teraz lewą figura
zet
rozchylasz wargi
gdzie twój mąż
gbur
i prostak kiedyś
go wyzwę
wezmę tylko kilka
lekcji
u najlepszego
fechmistrza
z samej Wenecji
przybył
na moją serdeczną
prośbę
posadzka jak
lustro
odkrywa nasz
sekret
cóż to za hałas
na dworze
przed pałacem
gromadzi się
motłoch nie
przestawajcie
grajcież na
litość boską
Bastylia wzięta! to
koniec
romansu na trzy
czwarte
i bez pantalonów
11.09.2013
Nikąd
jestem wyrodnym potworem
i dzieci uciekają na mój widok
jeśli będziecie tak biegać
to wygracie wszystkie olimpiady
krzyczę a one się modlą
do czarnej madonny
żebym więcej nie przyszedł
to nie jest takie proste
trzeba lecieć z przesiadką
i dwa dni drogi samochodem
musisz najpierw zabić swojego ojca
mówi stary człowiek z ogromnym krzyżem
śmierdzę potem i czerwoną ziemią
ale nie mam odwagi się wykąpać
za to stawiam kroki tak żeby nie umrzeć
tutaj śmierć się wygrzewa na słońcu
a wszyscy święci są czarni
kiedy wracam znikąd
mój martwy ojciec podaje mi kurtkę
pierścień i urządza ucztę
i dzieci uciekają na mój widok
jeśli będziecie tak biegać
to wygracie wszystkie olimpiady
krzyczę a one się modlą
do czarnej madonny
żebym więcej nie przyszedł
to nie jest takie proste
trzeba lecieć z przesiadką
i dwa dni drogi samochodem
musisz najpierw zabić swojego ojca
mówi stary człowiek z ogromnym krzyżem
śmierdzę potem i czerwoną ziemią
ale nie mam odwagi się wykąpać
za to stawiam kroki tak żeby nie umrzeć
tutaj śmierć się wygrzewa na słońcu
a wszyscy święci są czarni
kiedy wracam znikąd
mój martwy ojciec podaje mi kurtkę
pierścień i urządza ucztę
***
zagrajmy w klasy
ja będę robotnicza
a ty będziesz chłopska
poznamy się
na lubelskiej uczelni
wróciłem znikąd
uciekłaś dokądś
jestem facetem
nie lubię grać w gumę
urodzą się dzieci
wciąż bawimy się w dom
na trzydziestoletni kredyt
pięć kart i rzadka ręka
zacznie się nasze piekło-niebo
będzie się ciągnąć
przez te wszystkie przemiany
kaczory donaldy
rydzyki w śmietanie
z podlaskich lasów
do których się kiedyś schowamy
ja będę robotnicza
a ty będziesz chłopska
poznamy się
na lubelskiej uczelni
wróciłem znikąd
uciekłaś dokądś
jestem facetem
nie lubię grać w gumę
urodzą się dzieci
wciąż bawimy się w dom
na trzydziestoletni kredyt
pięć kart i rzadka ręka
zacznie się nasze piekło-niebo
będzie się ciągnąć
przez te wszystkie przemiany
kaczory donaldy
rydzyki w śmietanie
z podlaskich lasów
do których się kiedyś schowamy
9.09.2013
Garść poziomek
wyśniłem śmierć matki
pamiętam tylko łopianowy liść
jak otwartą dłoń a na nim poziomki
postrzępiony koniec linii życia
wyłonił się po słodkiej chwili
teraz delektuję się smakiem lata
i czerwienią która ma inny odcień
słabo czytam z ręki ale wiem
że to co dobre nie trwa wiecznie
kiedyś napiszę o tym wiersz
i może ktoś się skrzywi że nie lubi
poziomek
pamiętam tylko łopianowy liść
jak otwartą dłoń a na nim poziomki
postrzępiony koniec linii życia
wyłonił się po słodkiej chwili
teraz delektuję się smakiem lata
i czerwienią która ma inny odcień
słabo czytam z ręki ale wiem
że to co dobre nie trwa wiecznie
kiedyś napiszę o tym wiersz
i może ktoś się skrzywi że nie lubi
poziomek
8.09.2013
Proszę coś ze mną zrobić
jestem taki maleńki
że się mieszczę w garści
proszę mnie przesypany
do pudełka po kawie
lubię ten zapach przypomina mi
młynek na korbkę z szufladką
ojca matkę i słońce w pokoju
na ósmym piętrze
schowany pod kamieniem
zrobię sie jeszcze mniejszy
że już prawie nieczytelny
wszyscy zapomną gdzie leżę
i będą mnie szukać a ja
będę się z nimi bawił
w chowanego
najgorzej jest w piwnicy
pośród starych bibelotów
do których ktoś stracił sentyment
albo zwyczajnie próbuje żyć dalej
tam jest ciemno i mieszkają demony
a ręka koszmarnie długo
poszukuje światła
że się mieszczę w garści
proszę mnie przesypany
do pudełka po kawie
lubię ten zapach przypomina mi
młynek na korbkę z szufladką
ojca matkę i słońce w pokoju
na ósmym piętrze
schowany pod kamieniem
zrobię sie jeszcze mniejszy
że już prawie nieczytelny
wszyscy zapomną gdzie leżę
i będą mnie szukać a ja
będę się z nimi bawił
w chowanego
najgorzej jest w piwnicy
pośród starych bibelotów
do których ktoś stracił sentyment
albo zwyczajnie próbuje żyć dalej
tam jest ciemno i mieszkają demony
a ręka koszmarnie długo
poszukuje światła
Gnój
rój kolorowych gnojnic
kłębi się nad głową
i już zaciera odnóża
na te wszystkie brudne myśli
które wyleją się z ust
jak z wojskowej latryny trafionej
pociskiem burzącym
uciekają motyle pszczoły
nawet słońce chowa się
za wieżą kościoła NMP
przerobionego na magazyn
białe robaki dokończą dzieła
zostawiając poczucie pustki
spleśniały chleb i liszaje na ścianach
lawenda pachnie za każdym dotknięciem
że na chwilę zapominam
kłębi się nad głową
i już zaciera odnóża
na te wszystkie brudne myśli
które wyleją się z ust
jak z wojskowej latryny trafionej
pociskiem burzącym
uciekają motyle pszczoły
nawet słońce chowa się
za wieżą kościoła NMP
przerobionego na magazyn
białe robaki dokończą dzieła
zostawiając poczucie pustki
spleśniały chleb i liszaje na ścianach
lawenda pachnie za każdym dotknięciem
że na chwilę zapominam
5.09.2013
Pożegnanie tamtego lata
stada gęsi dają znaki że coś się kończy
wraz z ostatnim oddechem ciepłego powietrza
nastanie chłód i ciemność a obumarłe drzewo
w moim ogrodzie nie wyda więcej owoców
już czas sprzątnąć porcelanowe filiżanki
listy pożółkłe zdjęcia i sentymentalne bibeloty
do mrocznej piwnicy albo na śmietnik
idzie jesień najlepsza pora żeby się pożegnać
wraz z ostatnim oddechem ciepłego powietrza
nastanie chłód i ciemność a obumarłe drzewo
w moim ogrodzie nie wyda więcej owoców
już czas sprzątnąć porcelanowe filiżanki
listy pożółkłe zdjęcia i sentymentalne bibeloty
do mrocznej piwnicy albo na śmietnik
idzie jesień najlepsza pora żeby się pożegnać
Subskrybuj:
Posty (Atom)