20.02.2014

Sleeping poet


19.02.2014

Ekwilibrystyka języka

umiejętność przypinania cudzych kwiatów
do własnego kapelusza w ten sposób
na ruinach Rzymu zbudowano nowe miasto
rozbieram wzrokiem marmurowy posąg
który zdobi centrum handlowo-rozrywkowe
w miejscu gdzie powinna była być świątynia
łatwo jest rozpoznać siedem znajomych taktów
w nowym utworze ku czci Poncjusza
przecież kiedyś sam kradłem czereśnie
bo tamte u sąsiada były słodsze
wreszcie jacyś wandale odrąbali mi dłonie
ale ktoś się lituje i rzuca dwa euro
a ktoś inny bierze mnie pod pachę
i wyrzuca do Tybru

Delirium

wszystkie myśli zebrane
i złożone do plastikowego wiadra
nie chcę umierać synku
jest zagnieżdżone gdzieś z tyłu głowy
tam gdzie mieszkają największe świętości
o których chciałoby się zapomnieć
ale nie wypada o tym tutaj głośno rozmawiać
proszę traktować to miejsce jak cmentarz
oko patrzy na mnie tak przenikliwie
jest czyste inaczej niż zamglone oczy starców
dziewczynka lat sześć i wszędzie ślady krwi
chyba wypada w tym miejscu przyklęknąć
pamiętam jeszcze Pańskie Przemienienie
na straganach były różnokolorowe lizaki
i wata w ogromnych ilościach od której mnie mdli
być może to był najpiękniejszy umysł
nie mam kogo zapytać
wychodzę i idę do domu żeby się położyć
w pokoju obok ktoś bliski majaczy
ale ja się od tego oddzielam grubą ścianą
z napisem GŁOWA
wykonanym czarnym markerem

18.02.2014

Przekujmy zbroje na szpileczki

ach cóżem ci zawinił matko
żeś mnie zrodziła w takich czasach
jam Johnson-Baby nie namaszczon
pięcioramienna bździ się gwiazda

jeszcze nie zakrzepł krwawy grudzień
budowa huty podpisana
a ja bez ostróg w jednym bucie
mlecznego baru się domagam

przeklęty powstań ludu ziemi
wesoło sączy się z głośnika
to tu zrodzona między swemi
nadzieja chłoporobotnika sika

pod siebie

Bezradność popycha mnie do pisania o miłości

zaproponowałbym ci wieczną miłość
ale chyba najpierw wypadałoby zapytać
czy masz chęć żeby się ze mną stąd wymknąć
przemkniemy niepostrzeżenie przez kuchnię
do oranżerii a stamtąd
wyskoczymy prosto na parkową alejkę
nie bój się
o tej porze roku powinna tu być gruba warstwa liści
ukryjemy nasze ubrania złożone w kostkę
i będziemy biegać tak jakby już nigdy nic
po jakimś czasie zmęczymy się i ty powiesz
że mnie nigdy nie kochałaś a ja się przyznam
że cię kilka razy zdradziłem śniąc o innej
ubierzesz dzieci i wyprowadzisz się do matki
skoczę z mostu
a kiedy do mnie wrócisz zapytam
czy moja propozycja jest nadal aktualna
popatrzysz na mnie zalotnie mrużąc oczy

17.02.2014

Żeby gdzieś kiedyś kogoś jakoś tak poruszyć

wszyscy czekają jakiegoś znaku jak zbawienia
rozmnożenia albo przemienienia czegoś w coś innego
oczekiwania są zawsze bardzo duże szczególnie
jeśli komuś uda się raz na jakiś czas opowiedzieć
o czymś w taki sposób że ktoś kto tego słucha
odniesie wrażenie że właśnie na coś takiego czekał
od dłuższego czasu i gdzieś w głębi serca poczuł
że uległ jakiejś wewnętrznej przemianie i odtąd
stał się kimś lepszym czy jakoś tak

Odpowiedzi bez pytań

najlepiej
jak mi to powiesz
tuż przed trzaśnięciem drzwiami
które być może zagłuszy
tych kilka ostatnich słów
co bolą najbardziej

to jasne
że nie zrozumiem
i będę się miotał biegając
od okna do okna
w poszukiwaniu odpowiedzi
na te wszystkie pytania

których nie zdążyłem zadać

16.02.2014

Świat

świat składa się z żółto-słomkowych łanów
falujących aż po horyzont
i lazurowego sklepienia nad głową
co jest chyba nie do odtworzenia
na płótnie białym
jak tamta lniana koszula
której rękawy wydają się płynąć
przy akompaniamencie polnych ptaków

zmrużą się oczy od złocistego blasku
gdy ręce złożone nabożnie
rozetrą wybrany z tego bezkresu kłos
odpowie on na najważiejsze pytanie
czy wystarczy chleba
włożona między zęby drobinka jest twarda
i już nadeszła pora żeby rękaw
wykonał w powietrzu znak krzyża

bo przecież bez Boga ani do proga
a za progiem trzeba splunąć w dłonie
tak jak to robił ojciec
po którym zostały jeszcze trzy topole
posadzone na pamiątkę za domem i blizna
przecinająca policzek na pół

14.02.2014

Zafrasowanie w wianku na głowie

1.
monotonia rustykalnego widoku
gdzie w zamyśle tylko żółć i błękit
przedzielone cieniutką kreską horyzontu
jest zaburzona przez plamy polnych maków

2.
nie śniło się filozofom ale ja widziałem
matkę stąpającą po zielonej tafli pośród
trzepotu skrzydeł i skowytu wioskowego szczeniaka
który rozdarł sierpniowy poranek na dwoje

3.
ilekroć wbijam klin między surowe włókna
próbując oddzielić ból od przyjemności
zadaję sobie pytanie jakie to drzewo
zdołało unieść wszystkie moje grzechy

Epilog
polne kwiaty wplecione
w cierniową koronę
przyniosą ulgę
dla naszych oczu zmęczonych